środa, 28 stycznia 2015

Liczi i liczę

Hej!
U nas dalej stan kataralno-grypowy. Na szczęście u Jaśka bez gorączki, jak na razie. Nie byłam z nim u lekarza, bo znów mnie ochrzani, że w poczekalni Jaś złapie więcej chorób. I że z katarem nie mam przychodzić. Jednak nie wiem. Boję się na własną rękę go leczyć. Psikam solą morską, odciągam Fridą,potem Nasivin Soft i inhalacje solą fizjologiczną. Może minie. Jak nie minie do piątku to idę z nim do lekarza. Bo Jaś jednak się męczy. Oddycha buzią. A sama wiem, że to nie jest fajne a co dopiero dla dziecka.
Ja zamiast zwolnienia wzięłam Vicks- bo wiecie-mamy nie biorą zwolnienia!
I  jakoś się męczymy oboje. Do tego mam te dni. Więc rozdrażnienie u mnie sięga zenitu. M. obrywa za wszystko co się da. A niech też cierpi. A co! Dlaczego tylko my musimy się męczyć w te dni. No i w przypływie agresji rzuciłam się na ciastka-jakieś tam miałam w szafce- niby miały być "na gości". Ale wiecie-każda wymówka dobra. Jednak nie mam wyrzutów sumienia. Chyba lepiej zjeść ciacho niż rozwalić chatę?! No a jak emocje opadły to dalej jem zdrowo.
Kupiłam sobie liczi. Nigdy tego nie jadłam, a że teraz szukam nowych smaków, alternatyw dla słodkiego to owoce idą w ruch. I że sam w sobie ten owoc jest ok ale jakoś nie wchodził to postanowiłam dodać do smoothie. Dałam banana, 7 liczi i kefir. Blender i śniadanie gotowe. I chyba teraz to liczi będzie u lke częstym gościem. Te 7 sztuk to tylko 52 kcal. A jakie słodkie i jakie pyszne. Może na przyszłość dodam jeszcze do tego szpinaku. Dziś nie miałam akurat. No mega. Jedliście ten dziwny swoją drogą owoc?
Także polecam!
Druga sprawa jaka mnie nurtuje dotyczy mojego liczenia kalorii. Muszę je liczyć, bo jak nie liczę to się rozpuszczam i zjadłabym pół lodówki. A te liczby to mnie jednak trzymają. Mam nadzieję, że kiedyś będę już znała kaloryczność każdego posiłku tak mniej więcej. I co do tego liczenia doczytałam gdzieś, że jest wzór według którego można obliczyć swoje zapotrzebowanie kaloryczne. Moje na dzień dzisiejszy wynosi 1940 kcal więc dość sporo. Bardzo prosto jest sobie to zapotrzebowanie obliczyć. W necie wiele wzorów. Więc ja od dziś staram się go nie  przekraczać. Zobaczymy co z tego będzie. Oczywiście na pewno będą takie dni słabości. Ale chyba każdy je ma i nie ma się co zadręczać.
I Marta dzięki za polecenie bloga http://qchenne-inspiracje.blogspot.com/ - no jestem zakochana! Czytam i przestać nie mogę. Znalazłam też na Youtubie przez przypadek fajną dziewczynę, która dzieli się swoimi przepisami we vlogach. Na początku wydała mi się jakimś dziwolągiem. Pustakiem. Ale teraz ją oglądam z otwartą buzią. Jest dla mnie inspiracją. Schudła jakieś 20 kg. I to jej podejście do zmiany trybu życia jest mi bliskie. Looknijcie! A ja pędzę ćwiczyć i spać!

4 komentarze:

  1. Nic nie mów Ewa- dla mnie wtorek był dniem krytycznym, bo sama czułam się do bani, a dziećmi zająć się trzeba. No a dzieci- jak to dzieci, jak na złość tak dawały czadu, że nic tylko się pochlastać :( Dziś już czuję się znacznie lepiej, ale trochę chemii trzeba było w siebie wpakować- tym razem postawiłam na coldrex, i pomogło.

    Muszę spojrzeć na tą laskę, może coś z tego dobrego wyciągnę :)
    Liczi jadłam wieki temu- fajnie, że mi przypomniałaś o tym owocu. Pamiętam, że chyba miąższ ma taką trochę dziwną konsystencję? Ja lubię dodawać też owoce do jogurtu z otrębami- sporo błonnika w ten sposób zyskuję, a i trochę ochota na słodkie przechodzi. Bo jednak jakby nie było- z tymi ciągotami do słodyczy to najtrudniej się uporać.
    A ciastka zawsze lepsze, niż rozwalenie chaty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie- te ciągoty na słodkie! Zło!

      Usuń
  2. Hej Ewa, dzięki za komentarz na blogu - niestety nie wiem nawet, co Ci doradzić, ani ja, ani nikt z moich znajomych nie korzystał z usług takich firm. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdrówka, zdrówka i jeszcze raz zdrówka.
    Lecę podejrzeć co ciekawego jest na podlinkowanych prze Ciebie stronach. ;)

    OdpowiedzUsuń