wtorek, 14 listopada 2017

Roczek Franka

Hej!
Franek już chodzi, zaraz skończy dwa latka a ja jeszcze nie zdążę napisać posta o jego roczku.
No nic nie poradzę, jestem zarobiona. Ostatnio byłam sama z dziećmi przez półtora miesiąca, bo moja mama chodziła na zajęcia z fizjoterapii i jeszcze jakieś inne rehabilitacje miała. Była u siostry. Potem raptem spędziła dwa tygodnie w domu  i teraz znowu jej nie ma, bo jest w szpitalu. Co chwilka odnawia się jej zapalenie oskrzeli lub płuc. Ma do tego astmę oskrzelową. No i pali papierosy. Więc wiadomo.
No a jak jesteśmy kompletnie sami to wiadomo że muszę się zająć dziećmi, domem, ogarnąć sprawy związane z siostrą, nawet drzewo na opał muszę sama ogarnąć. Teraz zajmowało mnie przygotowanie pewnego planu związanego z moim gospodarstwem oraz przygotowania do wymiany dachu, który najpóźniej za dwa tygodnie zacznę. Oczywiście nie ja fizycznie (oby) - tylko firma. Ale wiecie to i tak dużo to wszystko ogarnąć nie zaniedbując przy tym dzieci i innych obowiązków. Za to zaniedbuję bloga. No jednak gdzieś to się odbić musi.

Ale wracając do tematu głównego, czyli Franka. Bo przecież ten blog miał być pamiątką dla dzieci, a ostatnio jakoś za bardzo odbiegałam od moich początkowych założeń.
Szczerze Wam powiem, że ja nawet nie wiem kiedy ten rok zleciał, no zleciał i już. Tak zleci nam całe życie i nawet nie zauważymy kiedy.
Co ja mogę o tym roczku powiedzieć. Był intensywny. Jednak Franio jest złotym dzieckiem. On na prawdę jakoś tak intuicyjnie chyba wyczuwał kiedy ja potrzebuję odpocząć. Pamiętam jak miałam złe momenty zawsze szybko zasypiał, a ja patrzałam się na niego jak śpi i od razu było mi lepiej. Inaczej by było gdyby w tych momentach i on mi dowalał i na przykład płakał lub marudził i nie chciał zasnąć.










































Franio podczas tego roczku jakoś ciężko nie chorował. Jedyne co go męczyło to katary, kaszle. Ilość ząbków 10! Masakra. I jak jedne wyjdą to idą następne. Dziękuję tylko Bogu że tak bezobjawowo. Do tej pory tylko biegunki, czasami nawet nie. No i ślinienie się.
Franio jest bardzo grzecznym dzieckiem. Teraz dopiero troszkę zaczyna pokazywać. Czasami jak coś mu się nie podoba, na coś mu nie pozwolę-kładzie się na ziemię na brzuchu i tak leży. Patrzy czy ja na niego zwracam uwagę. Jeśli nie to po chwili wstaje i dalej swoje. Taki cwaniaczek.
Jasia kocha a Jaś jego. Gdy Jaś poszedł po wakacjach do przedszkola prawie go udusił jak wrócił z przedszkola. I ściskał go i całował. Tak się stęsknił. Są też momenty, gdy się biją i to nie rzadko. Jasiu przeważnie gdy Franek mu zburzy jakąś konstrukcję lub budowlę a Franek ma takie odruchy gdy Jaś na coś mu nie pozwoli, nie da zabawki na przykład.
Nie raz dostaję szału na nich. I tak sobie myślę, abym nabrała cierpliwości do czasu jak podrosną obaj, bo wtedy te bójki mogą być gorsze.
Niedawno Franio zaczął sam chodzić. Wszyscy pytali czy już chodzi, dlaczego nie? Jakby skończenie roczku było równoznaczne z nabyciem umiejętności chodzenia. Owszem Jaś już chodził w tym czasie ale nie porównuję bo każdy rozwija się w swoim tempie.
Teraz Franio już chodzi, wiadomo nie raz pada jeszcze ale widać sprawia mu to frajdę.

Pamiętam jak zaszłam w ciążę. Dokładnie wiedziałam kiedy to było. Bałam się, byłam zła, rozgoryczona, pełna obaw. Teraz -wiem, że dzieci to najlepsze co może się nam przydarzyć w życiu.
Wiem, że jak urosną nie raz dadzą nam popalić, będziemy płakać, kląć, krzyczeć na nich nie raz pewnie. Jednak bez nich ? Czym byłoby moje życie? I mój cały świat? Bo to oni nim są....

czwartek, 19 października 2017

Im wolno więcej ?!

Hej!
U nas ostatnio choróbska sieją spustoszenie. Od kiedy Jasiu poszedł do przedszkola non stop jest chory. Powtórka z zeszłego roku. W wakacje ani raz nie był chory. Ledwo przedszkole się zaczęło i już. Więcej czasu spędza w domu niż tam.  Teraz walczymy z anginą żołądkową. Wymioty, biegunka, zawalone gardło, zawalony nos. I jak na złość nie tylko Jaś ale tym razem wzięło i Franka.
Na szczęście moja mama już wróciła od siostry. Cały miesiąc byliśmy sami i powiem Wam, że to było mega trudne samej z dwójką dzieci ogarnąć wszystko. Bo cokolwiek nie szłam robić ich musiałam brać ze sobą. Ale dałam radę, co więcej udało mi się dość dużo rzeczy zrobić i ogarnąć. Więc można? Można.  Teraz jest mama i chociaż nie biorę ich na dwór jak idę robić ogień w piecu  czy jadę na zakupy. To jednak chwila oddechu.
Sytuacja z moim mężem bez zmian. Dzwoni raz na tydzień, jak sobie przypomni. Ostatnio dzwonił i Franek cały czas płakał to jeszcze do mnie mówił co on tak płacze. No płacze, bo jest chory i źle się czuje i chce być na rękach. Wiecie nawet nie chciało mi się już z nim kłócić czy cokolwiek tłumaczyć. Powoli zastanawiam się czy ja jeszcze go w ogóle kocham. Czy postarał się o to aby wypalić we mnie to uczucie i przemienić je w obojętność a pewnie z czasem i w jakąś nienawiść. Wiecie, od miłości do nienawiści jeden krok podobno. Szkoda tylko,  że muszę się o tym przekonywać na własnej skórze.
Ale nie o tym miał być ten post. Ja jak zwykle zboczę z tematu.
Otóż post ma być o tym dlaczego facetom można więcej? Ostatnio dużo rozmyślam o zachowaniu mojego męża i ogólnie facetów jakich znam, znajomych , rodzinie. I to co zaobserwowałam to albo mamy zniewieściałych facetów w rurkach (nie żebym coś miała przeciwko), takich wiecie lalusiów i chamów. I tak sobie myślę, że jest takie zjawisko w społeczeństwie. Możecie się ze mną zgodzić czy nie. Zjawisko tego, że facetom wolno. W przypadku mojego męża. Facetom wolno zdradzać. Jak zdradzi to się czepia, po co grzebie w jego komórce. Zdradził, bo ma ciężko, daleko od rodziny, wiecie , stresy w pracy, czepiająca się żona. No to idzie sobie taki delikwent na dziwki i tłumaczy to tym, że no to tylko było wiecie pozbycie się stresu, rozładowanie napięcia seksualnego. Bo przecież oni mają już tyle tych napięć, że jeśli mogą sobie ulżyć to to robią. Nie daj Boże jak znajdzie sobie taki delikwent kochankę. O tyle gorzej, że musi się pilnować podwójnie i prowadzić podwójne życie. I kto mu zabroni. Żona głupia, zakochana, wpatrzona w niego jak w obrazek. A kochance pewnie mówi, że żona nie żyje, żona odeszła albo żona niczego nie rozumie, nie rozumie jego. Jest też opcja, że powie, że nie ma żony. Nie nosi obrączki od dawna, więc taka kochanka nie jest nawet świadoma, ze rozwala komuś cokolwiek.
Rozmawiałam ostatnio z kilkoma osobami na ten temat i każda z nich twierdziła, że ja muszę coś zrobić, muszę ratować małżeństwo, jechać do niego za granicę, bo wiadomo, żaden facet długo w celibacie nie wytrzyma. A ja tak słucham i uszom nie wierzę? Ja mam cokolwiek ratować? Ja niczego nie zepsułam i teraz co może mam stawać na rzęsach, bo czytajcie uważnie: kobieta po rozwodzie, tzw. rozwódka to już nic. Nic nie znaczy, każdy ma ją za jakąś głupią, nawiedzoną.
Jak usłyszałam taki argument myślałam, że się przewrócę i już nie wstanę! Serio? To chyba ze mną jest coś nie tak. Ale potem po przemyśleniu tematu stwierdziłam, że tak na prawdę jest w społeczeństwie. Kobieta, którą mąż zdradza i ona go  w końcu zdradzi  jest postrzegana za jakąś ladacznicę, dzi..., ku.....
A czy ktoś nie pomyślał, że skoro on poszedł w bok to i ona ma prawo. Ma prawo próbować ułożyć sobie życie z kimś innym. Ba! Ma prawo do seksu. A dlaczego nie? Kobieta to jakiś worek bez uczuć, potrzeb, popędów? Otóż nie. Tylko dla kobiety miłość, wierność i uczciwość małżeńska często znaczy wiele, jest sensem życia, wszystkim w co wierzyła do tej pory.  I dlatego trwa, czeka, stara się . I co dostaje w zamian?
I powiem Wam ja już sama mam powoli ochotę odpłacić mu tym samym. Dlaczego nie? Dlaczego to  ja mam być tą odpowiedzialną? Oboje wzięliśmy na siebie odpowiedzialność dając powołując do życia dwoje dzieci i co teraz tylko ja mam nieść ją na moich ramionach?
Dajcie znać co o tym sądzicie?  Czy tylko ja odbieram ten świat jakoś inaczej?
Ewa


Też chciałabym na nowo uwierzyć

środa, 4 października 2017

Kolejna zdrada?! On już nie ma nawet skrupółów

Hej!
Dziś za oknem pada. Mój humor jest adekwatny do pogody za oknem. Jednak już łez mi brakuje.
Nawet nie wiem jak to napisać. Jak zacząć?
Kolejny raz mój mąż pokazał mi gdzie jest moje miejsce w szeregu. Było to jakieś półtora miesiąca temu, podczas jego wizyty. Wybieraliśmy się na chrzciny do jego bratanka. I jakiś czort, tknęło mnie, aby przeszukać jego telefon i sprawdzić czy dalej robi co mu się podoba.
Podczas każdej jego wizyty się kłócimy. Podczas tej również. Otóż była moja siostra u nas. Pomagała nam wozić drzewo do piwnicy. Wieczorem ja ją zawiozłam do domu z siostrzenicą. A że nie było u nas wody, w tym czasie a kolejnego dnia mieliśmy wspomniane chrzciny właśnie wykąpałam dzieci w wodzie mineralnej, ułożyłam do snu. Zasnęły i dopiero pojechałam z siostrą. On miał tylko zostać z dziećmi i ich przypilnować. Jasia wysadzić do łazienki a Franka ułożyć z powrotem jakby się obudził. Ja chciałam się wykąpać u siostry. Długo mi to nie zajęło, bo nie było mnie raptem godzinkę, licząc drogę w jedną i drugą i kąpiel. Nawet herbaty u siostry nie wypiłam. Wracam a tu Franek ryczy jakby go ktoś pobił co najmniej a M jeszcze do mnie z pretensjami, że dłużej być nie mogłam. Okazało się, że zostawił dzieci i poszedł sobie na dwór pić piwko. Nie przyznał się, ale wiem, że Franek nie płacze aż tak, nawet jak się przebudzi to ja go podnoszę, potem odkładam i śpi dalej. On go zostawił i Franek tak długo płakał aż on wrócił. Normalne że się wystraszył, że nikt nie przychodzi.Kiedy ja jestem zawsze do niego przychodzę.
M szedł w zaparte. A czuć było od niego alkohol i to nie było jedno piwo. O tym, że nie była to mała ilość alkoholu świadczy też fakt, że położył się w ubraniu na rogu łóżka i tak spał do rana. Byłam taka wściekła na jego zachowanie i odzywki do mnie, że sprawdziłam ten telefon. I nie myliłam się. Na messengerze znalazłam jego wiadomości z jakąś lafiryndą, którą znał z czasów szkoły i twierdził tam nawet, że była jego pierwszą miłością.
Swoją drogą fajnie się dowiedzieć czegoś takiego po tylu latach razem.
Jednak to nie było najgorsze. Najgorsze było, że umawiał się z nią na sex. Prosto z mostu, bez jakiegoś owijania w bawełnę. Nie chciał żadnego spotkania, rozmowy, tylko sexu.
A wiecie co jest jeszcze lepsze- że ta lafirynda jest straszna jak spadające kombinerki. I pierwsze co sobie pomyślałam, że dla takiego czegoś? Ja może i też do żadnych piękności nie należę, ale ona? Bez kija nie podchodź. Jeszcze lepsze, że ma męża i dzieci i z ich rozmowy wynikało, że jej mąż ją też zdradził. To ironia losu????!!!
Nie budziłam go w nocy, bo i tak jak był pijany nic by sobie z moich słów nie zrobił. Poszłam spać z pękniętym sercem- po raz kolejny.
Ale to nie koniec atrakcji.Rano o 6 zrobił mi pobudkę z awanturą, że go nie obudziłam na busa. Miał jechać o 4.30 do Niemiec już a ja miałam iść sama na te chrzciny. Ja mu powiedziałam że budziłam go żeby nastawił sobie budzik a to nie moja wina, że się schlał. No sorry Winnetou. Powiedziałam że znajdę mu połączenie z bla bla car. I przynajmniej sama nie pójdę na te chrzciny.
Widział, że przeczytałam te wiadomości z "tamtą", bo specjalnie zostawiłam telefon na stole i z tą wiadomością. Z wielką łaską zabrał swoją dupę. Rzeczy oczywiście musiałam mu wybrać bo sam nie umie, dzidzia mała. Chciał się ubrać jak na baby chyba. Pojechaliśmy szybciej do teściowej aby się wykąpał, zabraliśmy ją i jej faceta też na tą imprezę.
Spóźniliśmy się troszkę. Powiedziałam abyśmy weszli do Kościoła. On na to, że mam iść sama z dziećmi. Oj nie jeszcze tego brakowało. Zostawiłam mu Franka w wózku a Jaś poszedł ze mną. Jeszcze przed wejściem mieliśmy spięcie o brak jego pomocy przy dzieciach. Wypomniałam mu kolejny raz te wiadomości do tamtej to wiecie co powiedział: "Po co grzebię w jego telefonie?" Serio? Na tyle go tylko stać? Na imprezie zachowywaliśmy się zachowawczo, wiadomo. Ale od tego czasu już nic nie jest dobrze. Jeszcze serce boli mnie od tych sms-ów do jakiejś panny za kasę a teraz to.
I tak każdego dnia pytam się co one miały, mają? Czego ja nie mam? W czym byłam taka zła? W życiu staram się jak mogę, zapierniczam ile się da. Nawet teraz jestem sama z dwójką dzieci i wożę drzewo do piwnicy, bo wiem, że zima niedługo. Sama rąbię to drzewo z nawałnicy. Bo wiem, że jego to nie obchodzi czy ja będę miała ciepło czy zimno. A nawet samo zajmowanie się dwójką dzieci. Moja mama wyjechała do siostry już dwa tygodnie temu i muszę sobie radzić z tym aby zawozić Jasia, odbierać go, robić ogień w piecu, żeby było ciepło, jak mieliśmy rozwaloną pompę ja sama ogarnęłam majstra, wyciągałam ją traktorem. W domu staram się nie mieć syfu, sprzątam na bieżąco, prawie codziennie. Wiadomo Franek ma teraz funkcję odkurzacza i nie może być brudno. I co ja jeszcze zawiniłam pytam się? No co?
Cały dzień zajęło mi pisanie tego posta a jeszcze teraz na noc pogoda się schrzaniła i w necie czytałam że jakiś orkan nadciąga nad Polskę. Jeszcze tego brakowało. U mnie już wieje dość mocno, ale mam nadzieję, że będzie ok.
Do zobaczenia kochane. A teraz kilka zdjęć z chrzcin.