piątek, 5 kwietnia 2013

Poród- cesarka

Hej! Sorki, że tak późno, ale nie miałam cały dzień czasu. Teraz moje dwa skarby już śpią, a ja mimo zmęczenie postanowiłam coś tu popisać, bo nie chcę tylko zajmować się dzieckiem i gotowaniem, mimo iż to lubię. Ale jednak jakiś kontakt ze światem trzeba mieć, choćby dla higieny psychiki.
Więc kontynuując mój pobyt w szpitalu. W piątek wzięli mnie na porodówkę przed ósmą. Podłączyli oxytocynę. Leżałam i kwiczałam do 11. Skurcze stawały się coraz mocniejsze, na szczęście z brzucha. Położna powiedziała, że to dobrze rokuje na kolejne porody.Jeśli bym rodziła naturalnie niby skurcze z brzucha są słabsze. Gdy dostałam już 5 cm rozwarcia w końcu założono mi cewnik i kazano iść na salę operacyjną. Szłam na samej koszuli jaką dostałam , czyli krótkiej. Lazłam z gołym tyłkiem. A jak zimno mi było, bo zdjęto mi skarpety. Kazano się rozebrać do naga i położyć na łóżko operacyjne.Zimne jak cholera. Z tego wszystkiego i z zimna dostałam aż drgawek. Stresujące było to czekanie na to aż się zacznie. Zanim przyszli lekarze i anestezjolog bardzo się stresowałam. Mimo iż atmosfera była przednia. Lekarze i położne śmiali się i żartowali na całego. Opowiadali sobie anegdotki przez całą operację.
W końcu pojawiła się pani anestezjolog. Kazała usiąść i wygiąć się w łuk. Ledwo dałam radę. Wkuła mi się w kręgosłup i nie trafiła. Więc wyjęła i jeszcze raz. Z pierwszego wkłucia poleciało dużo krwi, bo mówiła, że trysnęło. Kolejne wkłucie już udane. Po chwili zrobiło mi się ciepło w nogi i nic nie czułam już. Czułam jakby mnie od połowy nie było. Dziwne ale i fajne uczucie w porównaniu z tym co się działo po ustąpieniu znieczulenia. Potem lekarze się zastanawiali gdzie nacinać, bo mam pieprzyk w tym miejscu i jeden z nich się śmiał, że trzeba go ominąć bo taki ładny.Faktycznie nacięli milimetr wyżej.
Potem miałam lekki odlot. Dostałam tlen i coś w żyłę i powróciłam do żywych, ale już czułam jak odpływam. Kompletnie nie miałam na to wpływu.
Potem anestezjolog uprzedziła mnie, że poczuję nieprzyjemne szarpnięcie w brzuchu i faktycznie był to moment wyciągnięcia Jaśka. Pan doktor mi go pokazał od przodu i od tyłu i powiedział: "I ma pani swojego mężczyznę". Oniemiałam bo Jasiek nie płakał w ogóle i wyglądał co najmniej nieatrakcyjnie cały od tej mazi płodowej. Lekko się przestraszyłam tym brakiem krzyku. Oddano go położnej i wtedy jak ryknął. Byłam taka szczęśliwa. Łzy leciały mi ciurkiem. Pani anestezjolog śmiała się, że weźmie go jeśli mi się nie podoba skoro płaczę, jednak pewna miła położna powiedziała do niej, że to ze szczęścia. Jak teraz to piszę to mam jeszcze łzy w oczach. Nigdy tej chwili nie zapomnę. I tego ciepła w sercu i tego ogromu miłości niewypowiedzianej. Masakra! Nie da się tego opisać w żadnych słowach!
Położna powycierała Jaśka, owinęła. Dostałam do przeczytania jego bransoletkę czy się zgadzają dane. Założono mu ją i pokazano mi jeszcze raz mojego aniołka. Następnie Jaś pojechał na oddział a mnie zaszywano.Lekarze zrobili zakład ile Jaś waży, bo rano na badaniu miał niby 3800. Specjalnie położna zadzwoniła na noworodki, żeby spytać i okazało się, że Jaś ma 4200. Byłam zachwycona i dumna z siebie, że taki duży jest. Potem przełożono mnie na łóżko i zawieziono na położniczy. Tam zajęły się mną od razu przemiłe położne. Cały czas do mnie zaglądały, zmieniały podkłady, mierzyły ciśnienie i temperaturę. Poza tym zachwycały się nad Jaśkiem i pocieszały mnie. Te miłe słowa dużo dla mnie znaczyły. Parę razy się poryczałam, że nie ma  ze mną Mirka. Jaśka dostałam po godzinie na pierś i potem już ze mną był cały dzień i noc. Zabrano go tylko na szczepienie i mycie.Karmiłam go cały czas, jednak nie było pokarmu. Jaś zawzięcie ssał cycuszki. Zasypiał ze zmęczenia. A ja cały czas na niego patrzyłam. Znieczulenie zeszło i dopiero wtedy poczułam ból. Był straszny, a w ogóle kurczenie się macicy. Czułam się okropnie, ale nie zapłakałam z bólu ani raz. Położna mówiła że jestem dzielna, bo normalnie rozmawiałam i wszystko, gdzie  niektóre kobiety z bólu nawet nic nie mówią i nie chcą dziecka.Ja właśnie nie chciałam go oddać.
O 24 położna kazała mi usiąść na łóżku i spróbować wstać, ale ledwo usiadłam. Nie wstawałam już bo czułam że mam galaretowate nogi jeszcze i nie chciałam żeby miały problem i mnie dźwigały więc się położyłam z powrotem.Wtedy też odłożono Jaśka do kojca a ja mogłam się troszkę przespać. Spałam ale czułam każdy jego ruch, pisk, wręcz oddech. Rano odłączono mi cewnik. Poszłam pierwszy raz do toalety i mogłam się umyć w sali, tzn zęby i buzię.Każdy ruch sprawiał mi straszny ból. Jeszcze jak teraz o tym pomyślę to czuję to jakby na sobie. Koszmar.Ale dałam radę.Potem posiedziałam troszkę na łóżku i już musiałam się zająć Jaśkiem. Bałam się go przebierać i ruszać. Bałam się, że coś mu zrobię.Jednak z czasem ten lęk minął i dawałam radę.

środa, 3 kwietnia 2013

Pobyt w szpitalu.

Hej!
Jasiek śpi sobie koło mnie smacznie, więc mam chwilkę żeby popisać.
Zastanawiałam się o czym mogłabym napisać i uważam, że może komuś się przyda mój opis pobytu w szpitalu. Rodziłam w szpitalu w Kościerzynie, jeśli ktoś wie gdzie to jest może opinia się przyda.
Jak wiecie do szpitala trafiłam w czwartek rano. Udałam się tak jak poinstruował mnie mój lekarz prowadzący na Izbę Przyjęć. Na samym wstępie zostałam potraktowana okropnie. Trafiłam na starą, wredną położną, straszną służbistkę. Ledwo chodziłam a ta poganiała mnie że mam się rozebrać w 3 minuty. Ledwo wyjęłam rzeczy z torby, żeby się przebrać już pytała czy jestem ubrana. Nie wiem jak to zrobiłam ale musiałam być ubrana w mig. Potem leciała na patologię ze mną.
Acha bym zapomniała. Jeszcze przy wypisywaniu dokumentów naskoczyła na mnie dlaczego przyjechałam tu rodzić skoro jestem z innego powiatu. Zacofana czy co?!
Zostawiłam to bez komentarza, gdyż uznałam to za wredotę i tyle. Lekarz informował mnie że mogę nawet rodzić w wodzie w Pucku jeśli chcę i nie mają prawa mnie odesłać do domu a ta wredota.....
Ale podejrzewam, że naskoczyła tak na mnie dlatego, że chodziłam prywatnie do lekarza i jego pacjentki wszystkie rodzą w tym szpitalu, mimo, że przyjmuje w powiecie Bytowskim a pracuje w Kościerskim.
Przez to jej podejście czułam się strasznie i nawet ciśnienie mi podeszło.
Potem na patologii też musiałam pokazać dokumenty i potem zostałam zbadana przez lekarza. Miałam lekkie rozwarcie, mimo że nic nie czułam. Po części biurokracyjnej zaprowadzono mnie do sali. Leżały tam dwie panie na podtrzymaniu. Miały już dzieci i wymądrzały się czego to one nie wiedzą. Na szczęście miałam to gdzieś. Pomyślałam sobie, że teraz się mądrują a jak były w pierwszej ciąży to miały też gały na wierzchu.
Cały dzień przychodziły co chwilka położne i badały tętno i robiły KTG. Na szczęście inne położne w tym szpitalu były bardzo miłe, do rany przyłóż. Bo już bałam się że będą jak ta z IZBY i to będzie męka.
Mój mąż był bardziej wystraszony niż ja.Pojechał szybko do domu. Chyba był wzruszony że mnie tam zostawia i nie chciał się rozpłakać.
Nudziło mi się tam jak nie wiem, ale na szczęście spałam całą noc dobrze.W piątek obudziłam się o 6. Poszłam pod prysznic. Przed ósmą była już po mnie położna. Zaprowadziła mnie na porodówkę . Dostałam oxytocynę na pobudzenie macicy do pracy. Resztę napiszę jutro, bo to już będzie sam przebieg porodu. Poza tym nie chcę żeby posty były za długie.
Dobrej Nocki Wam życzę!

wtorek, 2 kwietnia 2013

Jesteśmy

Hej!
Z góry przepraszam wszystkich , którzy się martwili za moją długą nieobecność.
Już tłumaczę-nie miałam po prostu internetu. A zajęta byłam dzieckiem na tyle, że internet nie był mi do szczęścia potrzebny. Teraz jak już poznaliśmy się z Jaśkiem i znamy swój rytm dnia mogę czasem gdzieś wyskoczyć i porobić zakupy lub rachunki.
No ale do rzeczy, bo pewnie wszyscy jesteście ciekawi jak Jaś. Więc Wam go przedstawiam:
To zdjęcie w dniu urodzin, czyli 8 MARCA. Jaś miał 4,2 kg i 57 cm długości i oczywiście 10 punktów w skali Apgar.
Coś więcej napiszę jutro i w kolejnych dniach. Teraz wracam do mojego szczęścia. Pozdrawiam. Obiecuję, że będę pisać częściej i muszę też nadrobić Wasze blogi.
Na koniec zdjęcie z 9 MARCA. Tu Jaś już nie jest taki opuchnięty.
Kocham go!!!