poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Żeby nie jeść wieczorami robię jedzenie

Hej!
Przedwczoraj wpadłam na moim zdaniem genialny pomysł, niczym od Konrada Gacy. Otóż kiedy Dominika Gwit schudła  oglądałam z radością każdą jej wypowiedź. I tam mówiła dużo o pojemnikach z jedzeniem na każdy dzień. Wydało mi się  to śmieszne. Bo skąd mam wiedzieć co będę chciała zjeść jutro? A może najdzie mnie ochota na to czy na tamto?
Jednak gdy przedwczoraj jakaś zła siła zaczęła mnie ciągnąć w stronę lodówki o 23 to postanowiłam pójść za nią. I gdy już otworzyłam lodówkę zdałam sobie sprawę, że nie po to zasuwam tyle na tym rowerze, żeby teraz zjadać loda czy inne świństwo.
I wpadłam na pomysł, że skoro jeszcze nie chce mi się za bardzo spać to wykorzystam tę moją chęć na jedzenie do przygotowania posiłków na jutro. A rano tylko wstanę i gotowe.
Zrobiłam. I co to za oszczędność czasu następnego dnia!
Do tej pory przy Jasiu rano nie zawsze mogę zrobić to co chcę. Bo dziecko różnie się zachowuje. Czasem ma gorszy dzień, czasem marudzi, jest niewyspany. No wiecie. A tak wieczorkiem tylko wszystko zrobię i rano mam czas dla niego. Może dzięki temu i on będzie jadł lepiej śniadania, bo z tym ciężko u niego.
Co Wy sądzicie o przygotowywaniu posiłków dzień wcześniej?Czy to poraniony pomysł? Jak myślicie?

4 komentarze:

  1. Ja myślę, że pomysł sam w sobie jest dobry, ale i tak chyba trzeba się pilnować, bo przy mega ochocie, żeby coś zjeść nie powstrzyma Cię to, że nie ma już żadnego pojemnika, zazwyczaj i tak coś tam w lodówce zawsze jest. U mnie z silną wolą to jest masakra, w ogóle nie mam silnej woli...
    A co z Jasia apetytem? Myślałam, że nie macie w tej kwestii problemów.
    A dla Dominiki jestem pełna podziwu i szacunku. Naprawdę dokonała czegoś wielkiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, no duży problem to nie jest z Jaśka jedzeniem. Ale muszę go pilnować żeby zjadł, bo rano wiadomo inne rzeczy go rozpraszają. A to bajka, a to zabawki, a to chce iść na dwór. I po prostu wtedy ja muszę go pilnować i ciągle przypominać, żeby jadł. A jak jestem głodna i chcę sobie coś zrobić a on mi jeszcze ciągle ucieka to nie za wesoło. Bo i ja zaraz nerwowa się robię. A wiadomo stres i jedzenie to nie jest dobre połączenie. Ja wtedy przeważnie zjadam coś gotowego, np jogurt czy chleb zamiast owsianki czy koktajlu.
      Jak mam mega ochotę ale taką na prawdę to pozwalam sobie na coś słodkiego. Latem uwielbiam lody a w zimie to różnie, albo sama coś zrobię albo po prostu zjem kupione. Jak bym sobie w ogóle nigdy nie pozwalała na słodkie to chyba bym oszalała. Za bardzo to kocham. A od czasu do czasu nikomu nie zaszkodzi. Byle nie jeść bez umiaru i wieczorami. Ja umiar jeszcze mam ale te samotne wieczory- to jest moja zguba!

      Usuń
  2. Dla mnie to byłoby idealne rozwiązanie.
    Bo rano, gdy nie dość, że nie mam weny, brakuje czasu, córka uczepiona nogi, ja próbuje się umalować, myślę w co się ubiorę to czasem gdy stanę przed otwartą lodówką brakuje mi koncepcji i biorę co popadnie na 8h do pracy. A potem ubolewam, że nie ma co jeść, bo albo wezmę za mało, albo wezmę np. wędline, masło, pomidor, a zapomnę o chlebie, ehh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ja mam to samo. Jak nie zrobię sobie dzień wcześniej to następnego dnia jem byle co. Najgorzej jak dopadnie mnie głód. Wtedy sięgam najczęściej po słodkie, bo szybko zaspokaja mój głód a to nie o to chodzi przecież. Jak chodziłam do pracy miałam tak samo jak ty. Przygotowałam dla Jaśka, dla M a sobie kupiłam słodką bułkę albo batona.

      Usuń