Hej!
Widzę, że już zapomnieliście/niałyście o mnie. Sama się jednak nie dziwię. Ja jednak postanawiam wrócić. Teraz jesień na horyzoncie i myślę, że więcej czasu będę miała dla siebie. Dziś o dziwo Jaś szybko zasnął, bo ok. 19:30. Na dworze leje więc nawet nie wychodzę. Wczoraj i w poniedziałek chodziłam po deszczu, zrywałam śliwki. Troszkę przemokłam. I dziś czuję dreszcze po plecach mi chodzą. Szybko zrobiłam sobie "Choligrip", potem cytrynę z sokiem malinowym i za chwilkę chyba jeszcze zrobię sobie gorącą kąpiel a potem szybciutko do łóżka. Przecież nie mogę teraz złapać żadnego przeziębienia. W przyszłym tygodniu zaczynam pracę. Co prawda miało być na cały etat ale przez te pokichane ustawy nie będę mogła pracować 5 dni w tygodniu. W dwa dni szału nie zarobię, ale wiadomo lepszy rydz niż nic. A tak na serio nic nie tracę. I tak siedzę w domu, nudzę się, narzekam mężowi, że nie mam możliwości rozwoju. A tak przynajmniej przez te dwa dni pójdę do ludzi. Jaś w tym czasie będzie u teściowej. Boję się tego ale może nie będzie tak źle. No i będę miała kasę na własne wydatki i Jaśka potrzeby co najmniej. Wkurza mnie jak Mirek ciągle stęka, że nie ma kasy. A ja na prawdę nie wydaję na pierdoły. Jednak na artykułach spożywczych nie będę oszczędzać. Chociaż i tak patrzę na ceny jak mogę. No ale jeść trzeba. Mój mąż to by nie musiał. Jemu wystarczy kawa, papieros i za jedzenie wolałby kupować jakieś graty lub części. Ja wiem, że niektóre rzeczy są potrzebne mu ale no bez przesady. Ja nie będę głodować żeby on miał na nowe maszyny. Zresztą pozostałe pieniądze wydaję na Jaśka, jego mleko, kaszki, obiady, ciuszki. A sama sobie kupiłam tylko ostatnio nową torebkę. Pozostałe ciuchy kupuję z sh.
czwartek, 12 września 2013
środa, 11 września 2013
Pół roczku Jaśka!
Hej!
Wiem, że długo mnie tu nie było, ale po prostu dużo się w moim życiu dzieje. No i Jaś zabiera mi mnóstwo czasu. A chcę z nim go spędzić jak najwięcej mogę, gdyż niedługo może pójdę do pracy. Tak przynajmniej planuję!
Kilka razy pisałam tu posty ale nie chciały się dodać i zwątpiłam.
Ósmego września Jaś skończył już pół roczku. Rozwija się książkowo jak to mówi nasz doktorek. Przeszliśmy też już pierwszą trzydniówkę. Lekarz stwierdził, że to angina i dał antybiotyk, jednak ja uważam, że była to trzydniówka. Gdyż Jaś szybko pokonał gorączkę w ciągu 3 dni utrzymywała się bardzo wysoko a potem jakby palcem odjął -nic. No i po tych trzech dniach wysypka.
Dawałam jednak ten antybiotyk przez 7 dni tak jak kazał lekarz.
Dajemy już Jaśkowi obiadki. Gotuję sama. Wolę żeby jadł zdrowo, a ja jednak wiem co tam gotuję.
Jaś już sam siedzi stabilnie jak go posadzę ale sam usiąść jeszcze nie umie jak się przewróci.
A chyba powinien to sam robić. Jak kładę go na kanapie i obkładam poduchami to się turla i już jakby raczkował do tyłu i na boki też się przemieszcza. Tyle że jeszcze słabo pupę przy tym unosi ale już się potrafi przemieścić z jednej strony kanapy na drugą. Kocham go coraz bardziej. Uwielbiam się z nim bawić, kocham jak się śmieje. Chciałabym z nim być jak najdłużej w domu. Ale z drugiej strony wizja własnego domu i chęć rozwijania się są równie silne. Postanowiłam więc poszukać pracy. Byłam na kilku rozmowach i mam nadzieję, że się któryś z pracodawców odezwie. Trzymajcie kciuki.
Wiem, że długo mnie tu nie było, ale po prostu dużo się w moim życiu dzieje. No i Jaś zabiera mi mnóstwo czasu. A chcę z nim go spędzić jak najwięcej mogę, gdyż niedługo może pójdę do pracy. Tak przynajmniej planuję!
Kilka razy pisałam tu posty ale nie chciały się dodać i zwątpiłam.
Ósmego września Jaś skończył już pół roczku. Rozwija się książkowo jak to mówi nasz doktorek. Przeszliśmy też już pierwszą trzydniówkę. Lekarz stwierdził, że to angina i dał antybiotyk, jednak ja uważam, że była to trzydniówka. Gdyż Jaś szybko pokonał gorączkę w ciągu 3 dni utrzymywała się bardzo wysoko a potem jakby palcem odjął -nic. No i po tych trzech dniach wysypka.
Dawałam jednak ten antybiotyk przez 7 dni tak jak kazał lekarz.
Dajemy już Jaśkowi obiadki. Gotuję sama. Wolę żeby jadł zdrowo, a ja jednak wiem co tam gotuję.
Jaś już sam siedzi stabilnie jak go posadzę ale sam usiąść jeszcze nie umie jak się przewróci.
A chyba powinien to sam robić. Jak kładę go na kanapie i obkładam poduchami to się turla i już jakby raczkował do tyłu i na boki też się przemieszcza. Tyle że jeszcze słabo pupę przy tym unosi ale już się potrafi przemieścić z jednej strony kanapy na drugą. Kocham go coraz bardziej. Uwielbiam się z nim bawić, kocham jak się śmieje. Chciałabym z nim być jak najdłużej w domu. Ale z drugiej strony wizja własnego domu i chęć rozwijania się są równie silne. Postanowiłam więc poszukać pracy. Byłam na kilku rozmowach i mam nadzieję, że się któryś z pracodawców odezwie. Trzymajcie kciuki.
piątek, 5 lipca 2013
MEMENTO MORI
Hej!
Wiem, że dawno mnie nie było, ale 25.06. zmarł mój ojciec. Cała procedura i pogrzeb spadł na mnie, stąd brak czasu. Zaglądałam na Wasze blogi wieczorami ale tylko po to by się odstresować, czymś innym zająć myśli.
Ojciec zmarł w szpitalu. Był już podłączony ostatnio pod tlenem i samymi kroplówkami. Mieliśmy już załatwiony transport do ZOL-u ale w piątek stan się pogorszył, wdała się infekcja układu moczowego i we wtorek nastąpił zgon. Jeszcze w poniedziałek byłam u niego z siostrą, gdyż byłyśmy pewne że się poprawi. Ale niestety.
Moja rodzinka oczywiście zrobiła mi wielką aferę, że to moja wina, że zmarł. Ponoć opiekowaliśmy się nim tak, że lepiej by wyszedł na tym jakby leżał na chodniku . Jednak najłatwiej jest oceniać kogoś jak się samemu nic nie zrobiło. Co do pogrzebu też nikt się nie zainteresował. A potem tylko pretensje, że sama podjęłam wszystkie decyzje. Ale to już temat na osobnego posta. Mam nadzieję, że wieczorem go skrobnę. A tymczasem miłego dnia.
Wiem, że dawno mnie nie było, ale 25.06. zmarł mój ojciec. Cała procedura i pogrzeb spadł na mnie, stąd brak czasu. Zaglądałam na Wasze blogi wieczorami ale tylko po to by się odstresować, czymś innym zająć myśli.
Ojciec zmarł w szpitalu. Był już podłączony ostatnio pod tlenem i samymi kroplówkami. Mieliśmy już załatwiony transport do ZOL-u ale w piątek stan się pogorszył, wdała się infekcja układu moczowego i we wtorek nastąpił zgon. Jeszcze w poniedziałek byłam u niego z siostrą, gdyż byłyśmy pewne że się poprawi. Ale niestety.
Moja rodzinka oczywiście zrobiła mi wielką aferę, że to moja wina, że zmarł. Ponoć opiekowaliśmy się nim tak, że lepiej by wyszedł na tym jakby leżał na chodniku . Jednak najłatwiej jest oceniać kogoś jak się samemu nic nie zrobiło. Co do pogrzebu też nikt się nie zainteresował. A potem tylko pretensje, że sama podjęłam wszystkie decyzje. Ale to już temat na osobnego posta. Mam nadzieję, że wieczorem go skrobnę. A tymczasem miłego dnia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
