Hej! Długo mnie nie było,ale nie ogarniam czasami. Są takie dni kiedy Franio ciągle ryczy i mało śpi. A znowu jak Franio lepiej to Jaś mnje potrzebuje. Zauważyłam u Jasia, że jednak jest troszkę zazdrosny o Franka. Nic mu nie robi, w sensie, że nie budzi go czy nie bije,ale za wszelką cenę stara się na siebie zwrócić uwagę. W jaki sposób? Oczywiscie złym zachowaniem. Wydaje mi się,że w przedszkolu widzi jak dzieciaki broja i próbuje naśladować te zachowania w domu.
Historia z Olkiem szczególnie źle na niego wpłynęła. W przedszkolu nie pokazuje złości ani nerwów a w domu odreagowuje.
Z moim samopoczuciem i burzą hormonów jego fochy i złości nie wpływały dobrze na naszą relację. Nie raz zdarzało sie, że wydzieralam się na Jasia. Zamiast to zrozumieć i go wesprzeć. Zła matka ze mnie.
Po za tym boję się,że nie kocham Franka tak samo jak Jasia. Nie wiem. To pewnie jakieś moje schizy, ale mam wrażenie, że przez to, że z uwagi na to że opiekuje się Jasiem Franio schodzi na dalszy plan. Nie mam zbytnio czasu,żeby się z nim przytulać, leżeć i godzinami się na niego patrzeć,poświęcać mu więcej siebie. Poza tym odstawiła go całkiem od piersi,bo już raczej się zabawiał i spał przy niej niż jadł. Przez dokarmianie butlą u mnie pokarmu było coraz mniej. No i odstawiłam.
Do tego ciągle porównuję go z Jaśkiem. Jaś ogólnie wydawał mi się lepszym dzieckiem. Więcej spał, mniej płakał. Jak miał kołki to dużo ale poza tym jak miał sucho i był najedzony to spał lub leżał. Franio często płacze tak od sobie. Najedzony,odbity, z suchą pielucha a on i tak płacze. Może dlatego właśnie,że chce mojej obecności. Jak kładę go na piersiach to zasypia od razu a tak sam to nie zaśnie. Jaś zasypiał pięknie sam.
Także jest całkiem inny. Mimtez trudniej z dwójką. Stąd może moje odczucia,że jest gorzej.?!
Ale jak zwykle nie o tym chciałam pisać. Chciałam napisać,że dupa mi rośnie. Jakby mogła być jeszcze większa???? Moje stresy i rozterki zajadam słodkim. Często nie mam czasu na posiłek, bo to trzeba przygotować. A jak jeden chodzi i marudzi,bo obsmarkany a drugi płacze bo głodny to wciągam batona, bułkę słodką czy czekoladę, ciastka. Cokolwiek,byle szybko i byle poprawiło humor na kilka minut.
Moja waga po wyjściu ze szpitala wynosiła 108,3 kg a dziś 112,5. Nie jest dobrze.
Poszłabym chętnie na siłownię ale w mojej okolicy nie ma nic. Są siłownie ale sami faceci tam chodzą i pakują. Z klubem fitness,który jest u nas nie mam dobrych wspomnień i na pewno tam nie pójdę.
Moja świadkowa chodziła do dietetyka i schudła bardzo dużo. Bez ćwiczeń, na samej diecie. Zastanawiam się czy też nie spróbować? Może fakt,że ktoś będzie mnie pilnował, będę jeździć na kontrole to zawsze się i schudne?
Co sądzicie?
Może wrócę też do Mel B. Ćwiczenia poprawiały mi samopoczucie i troszkę lepiej się czułam. A na wiosnę wracam na rower.
Muszę też wrócić na basen. Poproszę siostrę aby zostawała z dzieciakami i choć wieczorem będę jeździła. Muszę się wyrwać gdzieś do ludzi i zrobić coś dla siebie,bo od samego siedzenia z dzieciakami i ciągłego karmienia,przewijania, gotowania, sprzątania,prania można oszaleć.
wtorek, 18 października 2016
niedziela, 25 września 2016
Wszy i inne historie przedszkolne
Hej!
Z tym Jasia przedszkolem dużo pożytku ale też dużo stresów i nerwów.
Jaś już po półtora tygodnia się rozchorował. Katar, gorączka i bol gardła. Tydzień był w domu. I niby jak już wyleczony poszedł znowu. No i dziś rano znowu gorączka. Nic go niby nie boli, kataru nie ma. Nie wiem. Znajoma pracująca w przedszkolu mówi, że jej syn też chory, bo rodzice puszczają chore dzieci. Jej syn ma akurat kaszel i dostał antybiotyk. Na szczęście u Jasia obyło się bez. Kupiłam mu tran i witaminę C. I coś czuję, że będę musiała cały okres przedszkola mu podawać. Może po dłuższym podawaniu odporność się wzmocni?
Kolejna sprawa to wszy. Jednego dnia gdy odprowadzałam Jasia przeczytałam na drzwiach, że w przedszkolu pojawiły się wszy. Na pierwszy moment pomyślałam, że to jakieś jaja. Serio? Rozumiem wszystko,ale myślałam, że żyjemy w takich czasach, że coś takiego jak wszy to tylko w opowieściach. Rozmawiałam z inną mamą i powiedziała, że kupiła jakiś preparat zapobiegawczy. Niby psika głowę corci rano. Ja byłam w aptece bo też chciałam kupić a!e w naszej lokalnej aptece nie było i pan farmaceuta poinformował mnie,że takie preparaty nie działają, że to niby tylko taka ściema? Może wy mi powiecie? Mialyscie kiedyś styczność z czymś takim? Boję się, że Jaś też dostanie te wszy? Jakby wszystkiego innego było nam mało?
Jakby tego jeszcze było mało to mamy podobne problemy jak Marta kiedyś. Otóż Jaś padł ofiarą swoich dwóch kolegów. Jeden z nich Olek szczególnie się znęca nad nim. Nie dość, że to Olek bije wszystkich to jeszcze jest taki ceny, że jak dostanie oddane to skarży do pani. I wiadomo jak uderzył Jasia ten się nie poskarżył tylko mu oddał i wychodzi na to,że mój Jaś jest tym złym. A inny chłopczyk wymyślą takie zabawy,że np bwili się w piaskownicy i on kopał mojego Jasia po nogach. A ten nie świadom takich zachowań myślał,że to taka zabawa. Cale nogi w siniakach.
Powiedziałam o każdej sytuacji jego pani ale one tłumaczy to tym,że nie jest w stanie kontrolować wszystkiego. Nie wiem. Nie wydaje mi sie, żeby była tak zajęta. Poza tym nie jest sama- ma pomóc. Ja też pracowałam w przedszkolu i nie tolerowałam takich zachowań. W piątek na dodatek miałam spięcie z babcią tego Olka. Spotkaliśmy się z dziećmi w szatni i ten jej Olek powiedział : babciu,patrz to ten Jaś, to ten Jaś mnie bije. No i ta nawiedzona babcia naskoczyła na Jasia. Powiedziała : Jasiu ja sobie nie życzę, żebyś bił mojego Olka, nie wolno bić innych dzieci. Myślałam, że mnie szlag trafi. Powiedziałam jakim prawem mówi coś takiego do mojego syna? I powiedziałam, że z tego co mi wiadomo to jej Olek bije inne dzieci. Ona na to,że zna swojego wnuka i rozmawiała z panią a pani potwierdziła,że Jaś bije Olka. Powiedziałam, żeby poszła do pani i ja zaraz przyjdę to wyjsnimy ta sytuację. I myslicie, że poczekała? Nie, zwiała. Za to ja porozmawiam z panią i to Olek bije inne dzieci a dzieci mu oddają i to taki Tomek mu oddał i o tym ta babcia niby myślała. Poza tym to pani powiedziala, że nie wie jak radzić sobie z tą babcią, że ona robi krzywdę temu Olkowi,że rodzice nie mają nawet na nią wpływu, po prostu babcia rozpieszcza wnuka i on jej słucha a innych bije i umie wykorzystać,że babcia tak go kocha. M widział nawet jak ten Olek kopał swoją mamę podczas gdy ta go ubierała. Także sami rozumiecie.
Ja się boję o Jaśka, bo on nie wie co go może spotkać, nie wiem jak go ostrzec czy uchronić przed takimi zachowaniami.
Z tym Jasia przedszkolem dużo pożytku ale też dużo stresów i nerwów.
Jaś już po półtora tygodnia się rozchorował. Katar, gorączka i bol gardła. Tydzień był w domu. I niby jak już wyleczony poszedł znowu. No i dziś rano znowu gorączka. Nic go niby nie boli, kataru nie ma. Nie wiem. Znajoma pracująca w przedszkolu mówi, że jej syn też chory, bo rodzice puszczają chore dzieci. Jej syn ma akurat kaszel i dostał antybiotyk. Na szczęście u Jasia obyło się bez. Kupiłam mu tran i witaminę C. I coś czuję, że będę musiała cały okres przedszkola mu podawać. Może po dłuższym podawaniu odporność się wzmocni?
Kolejna sprawa to wszy. Jednego dnia gdy odprowadzałam Jasia przeczytałam na drzwiach, że w przedszkolu pojawiły się wszy. Na pierwszy moment pomyślałam, że to jakieś jaja. Serio? Rozumiem wszystko,ale myślałam, że żyjemy w takich czasach, że coś takiego jak wszy to tylko w opowieściach. Rozmawiałam z inną mamą i powiedziała, że kupiła jakiś preparat zapobiegawczy. Niby psika głowę corci rano. Ja byłam w aptece bo też chciałam kupić a!e w naszej lokalnej aptece nie było i pan farmaceuta poinformował mnie,że takie preparaty nie działają, że to niby tylko taka ściema? Może wy mi powiecie? Mialyscie kiedyś styczność z czymś takim? Boję się, że Jaś też dostanie te wszy? Jakby wszystkiego innego było nam mało?
Jakby tego jeszcze było mało to mamy podobne problemy jak Marta kiedyś. Otóż Jaś padł ofiarą swoich dwóch kolegów. Jeden z nich Olek szczególnie się znęca nad nim. Nie dość, że to Olek bije wszystkich to jeszcze jest taki ceny, że jak dostanie oddane to skarży do pani. I wiadomo jak uderzył Jasia ten się nie poskarżył tylko mu oddał i wychodzi na to,że mój Jaś jest tym złym. A inny chłopczyk wymyślą takie zabawy,że np bwili się w piaskownicy i on kopał mojego Jasia po nogach. A ten nie świadom takich zachowań myślał,że to taka zabawa. Cale nogi w siniakach.
Powiedziałam o każdej sytuacji jego pani ale one tłumaczy to tym,że nie jest w stanie kontrolować wszystkiego. Nie wiem. Nie wydaje mi sie, żeby była tak zajęta. Poza tym nie jest sama- ma pomóc. Ja też pracowałam w przedszkolu i nie tolerowałam takich zachowań. W piątek na dodatek miałam spięcie z babcią tego Olka. Spotkaliśmy się z dziećmi w szatni i ten jej Olek powiedział : babciu,patrz to ten Jaś, to ten Jaś mnie bije. No i ta nawiedzona babcia naskoczyła na Jasia. Powiedziała : Jasiu ja sobie nie życzę, żebyś bił mojego Olka, nie wolno bić innych dzieci. Myślałam, że mnie szlag trafi. Powiedziałam jakim prawem mówi coś takiego do mojego syna? I powiedziałam, że z tego co mi wiadomo to jej Olek bije inne dzieci. Ona na to,że zna swojego wnuka i rozmawiała z panią a pani potwierdziła,że Jaś bije Olka. Powiedziałam, żeby poszła do pani i ja zaraz przyjdę to wyjsnimy ta sytuację. I myslicie, że poczekała? Nie, zwiała. Za to ja porozmawiam z panią i to Olek bije inne dzieci a dzieci mu oddają i to taki Tomek mu oddał i o tym ta babcia niby myślała. Poza tym to pani powiedziala, że nie wie jak radzić sobie z tą babcią, że ona robi krzywdę temu Olkowi,że rodzice nie mają nawet na nią wpływu, po prostu babcia rozpieszcza wnuka i on jej słucha a innych bije i umie wykorzystać,że babcia tak go kocha. M widział nawet jak ten Olek kopał swoją mamę podczas gdy ta go ubierała. Także sami rozumiecie.
Ja się boję o Jaśka, bo on nie wie co go może spotkać, nie wiem jak go ostrzec czy uchronić przed takimi zachowaniami.
czwartek, 22 września 2016
Nie każą
Hej!
Mam chwilkę. Postanowiłam w końcu chwilkę odpocząć. Nogi mi bardzo puchną i powinnam niby leżeć, ale gdzie tu można leżeć jak tyle roboty. M pojechał wczoraj wieczorem z powrotem do pracy. Te ostatnie dni się poprawiło między nami i jak już było tak fajnie on musiał jechać. Nie żeby było sielankowo, ale długo z nim rozmawiałam i widać może coś do niego dotarło. Mam tylko nadzieję, że nie na chwilkę.
Ciężko mi było dziś ogarnąć dzieciaki. Nakarmilam rano Frania, Jasia do przedszkola,potem na zakupy do Biedry i potem sprzątanie. M przestawił moje meble do tej nie do końca wyremontowanej kuchni, co bym już mogła sobie to ogarnąć. Zamontował zlew,bo w końcu przyszła szafka pod zlew.
Niby jak miałam te meble w pokoju to sprzątałam, ale zawsze jednak kurz i jakieś brudy są. No i każda szafkę umyłam ,wszystko powyciagalam. Lodówka też brudna, cała jakaś klejąca. Brudna po prostu. A ja jak wiecie albo robię coś porządnie albo wcale.
Jeszcze jutro i jako tako to ogarnę. A na sobotę planuję pranie. Nie mam nowej pralki i muszę prać ta ręczną. Także cały dzień znowu będzie z głowy.
Tyle.
Ale wracając do tematu jak zwykle nie o tym miałam pisać.
Wczoraj była położna na drugiej wizycie i gdy zważyła Frania kazała mi kategorycznie podać mleko sztuczne. Franio ciągle gubi wagę, nie robi kup,bo niby z mojego mleka się nie najada. Mimo,że wydaje mi się że mam dość pokarmu położna twierdzi,że on śpi przy cycu. Nie pije aktywnie i się nie najada. Jestem załamana. Pomimo,że najpierw podałam moją pierś to już wieczorem Franio w ogóle nie chciał mojego cycka. I wychodzi na to,że nie ważne jak się staram to będę musiała karmić sztucznie.
Wkurza mnie to podwójnie,bo z Jasiem nie kazano mi podawać sztucznego. A wtedy nie miałam w ogóle pokarmu, dużo mniej niż teraz. A teraz jak mam więcej mleka to ta sama położna każe podać sztucznego. Widzę różnicę, bo Franio dobrze śpi i widać,że jest najedzony a przy moim życiu ciągle płakał i wisiał ciągle na nim.
I nie ważne nic tylko to by on był najedzony i zdrowy. Jednak taka postawa w stosunku do matek. Najpierw się wmawia kobiecie,że musi karmić piersią za wszelką cenę i wręcz wpycha się nią w poczucie winy z tego powodu. A potem jak już kobieta chce karmić to zamiast wsparcia, pokazania jak karmić, może jakichś technik mówi się jej że ma iść po najniższej linii oporu i podać butlę.
Kupiłam dziś laktator żeby odciągnąć moje i podać butelką, ale ten laktator ręczny można sobie wsadzić w tyłek. Nic mi nie odciąga. A jak ścisnę ręką to mleko samo leci. Czy warto może kupić laktator elektryczny? Czy szkoda pieniędzy? Czy olac to i podawać tylko butelkę?
Poradźcie.
Mam chwilkę. Postanowiłam w końcu chwilkę odpocząć. Nogi mi bardzo puchną i powinnam niby leżeć, ale gdzie tu można leżeć jak tyle roboty. M pojechał wczoraj wieczorem z powrotem do pracy. Te ostatnie dni się poprawiło między nami i jak już było tak fajnie on musiał jechać. Nie żeby było sielankowo, ale długo z nim rozmawiałam i widać może coś do niego dotarło. Mam tylko nadzieję, że nie na chwilkę.
Ciężko mi było dziś ogarnąć dzieciaki. Nakarmilam rano Frania, Jasia do przedszkola,potem na zakupy do Biedry i potem sprzątanie. M przestawił moje meble do tej nie do końca wyremontowanej kuchni, co bym już mogła sobie to ogarnąć. Zamontował zlew,bo w końcu przyszła szafka pod zlew.
Niby jak miałam te meble w pokoju to sprzątałam, ale zawsze jednak kurz i jakieś brudy są. No i każda szafkę umyłam ,wszystko powyciagalam. Lodówka też brudna, cała jakaś klejąca. Brudna po prostu. A ja jak wiecie albo robię coś porządnie albo wcale.
Jeszcze jutro i jako tako to ogarnę. A na sobotę planuję pranie. Nie mam nowej pralki i muszę prać ta ręczną. Także cały dzień znowu będzie z głowy.
Tyle.
Ale wracając do tematu jak zwykle nie o tym miałam pisać.
Wczoraj była położna na drugiej wizycie i gdy zważyła Frania kazała mi kategorycznie podać mleko sztuczne. Franio ciągle gubi wagę, nie robi kup,bo niby z mojego mleka się nie najada. Mimo,że wydaje mi się że mam dość pokarmu położna twierdzi,że on śpi przy cycu. Nie pije aktywnie i się nie najada. Jestem załamana. Pomimo,że najpierw podałam moją pierś to już wieczorem Franio w ogóle nie chciał mojego cycka. I wychodzi na to,że nie ważne jak się staram to będę musiała karmić sztucznie.
Wkurza mnie to podwójnie,bo z Jasiem nie kazano mi podawać sztucznego. A wtedy nie miałam w ogóle pokarmu, dużo mniej niż teraz. A teraz jak mam więcej mleka to ta sama położna każe podać sztucznego. Widzę różnicę, bo Franio dobrze śpi i widać,że jest najedzony a przy moim życiu ciągle płakał i wisiał ciągle na nim.
I nie ważne nic tylko to by on był najedzony i zdrowy. Jednak taka postawa w stosunku do matek. Najpierw się wmawia kobiecie,że musi karmić piersią za wszelką cenę i wręcz wpycha się nią w poczucie winy z tego powodu. A potem jak już kobieta chce karmić to zamiast wsparcia, pokazania jak karmić, może jakichś technik mówi się jej że ma iść po najniższej linii oporu i podać butlę.
Kupiłam dziś laktator żeby odciągnąć moje i podać butelką, ale ten laktator ręczny można sobie wsadzić w tyłek. Nic mi nie odciąga. A jak ścisnę ręką to mleko samo leci. Czy warto może kupić laktator elektryczny? Czy szkoda pieniędzy? Czy olac to i podawać tylko butelkę?
Poradźcie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


