Jest prawie dwunasta a ja gotuje jeszcze słoiki dla M. W sumie to miał przyjechać w czwartek ale jak zwykle. Dziś niby stwierdził,że za dużo pracy jest. Ja nie wiem jak ja mam na niego wpłynąć, żeby przyjeżdżał częściej do domu.
I mam dziś takiego wkurwa,że o mało nie wywalila tych słoików przez okno. On sobie kompletnie nie zasłużył na to,żeby jeszcze mu jedzenie przygotowywać. Jestem taka głupia i potem mam podziękowanie. Sama wszystko ogarniam,bo nie umiem inaczej a on to widzi i wykorzystuje.
Ale nie o tym.
Przez te nerwy sięgnęłam po czekoladę. Na szczęście kupiłam kilka gorzkich 70% kakao,co by w razie fraki nie sięgać po inne świństwa.
Bo nie wiem czy wam pisałam,ale jestem na diecie. Wybrałam się w końcu do dietetyczki. Jakieś 5 tygodni temu już. Jakoś po tym moim poście o dietetyku. No i mam mieszane uczucia. Na pierwszej wizycie kontrolnej okazało się,że schudłam tylko 0,7 kg. Czyli po 3 tygodniach. No i przyznam się,że te pierwsze 3 tygodnie były bardzo ciężkie. Nie raz zjadłam coś słodkiego. Wręcz słodycze kusiły mnie bardziej niż zwykle. Wiecie na zasadzie zakazanego owocu. Jednak po tej wizycie zdałam sobie sprawę, że oszukuję tylko siebie samą. No i zawzielam się. Zaczęłam też chodzić 4 razy w tygodniu na basen. A waga nadal nie spada jakoś spektakularnie w dół. I owszem może zdarzyło mi się czasem zjeść więcej niż powinnam i może nie do końca jestem fair z tymi słodyczami. Ale jem co 3 godziny,owoce tylko do 16,potem same warzywa, bardzo mało pieczywa. Żadnych drożdżowek, ciastek.Jedynie jak mnie ciągnie bardzo to mam owoce suszone,ale też wtedy tylko kilka lub ciastka które sama zrobiłam z płatków owsianych.
Nie wiem. Ko!ejna wizytę mam 1 grudnia i ja nie wiem co ja zrobię jak waga dalej będzie tak powoli spadać. O ile w ogóle spadnie. Jak ważę się w domu to po kolejnych dwóch tygodniach spadła o pół kilo.
Dietetyczka mówi,że jem za dużo jak na swój tryb życia. Po prostu mam mniej żreć a schudne. Ale żeby to było takie proste.
Dajcie jakieś rady jak wytrzymać w postanowieniu i się nie poddać. Łatwo nie jest.
Dobrej nocy
A tu moje łobuzy. Jaś jak widzi,że robię Franiowi zdjęcia też prosi o fotę.
A Franio już coś tam próbuje mi zakomunikować. Słodki jest.





