Hej!
Byłam dziś z moją mamą na badaniach i przy okazji odebrałam swoje wyniki i udałam się z nimi do położnej. I okazuje się, że mam dość dużą anemię oraz za wysoką glukozę.
Miałam anemię po ciąży z Jaśkiem i potem endokrynolog też mówił, że wyniki nie za dobre. Ale jakoś zwalałam to na konto mojej zmiany w diecie i tego całego "odchudzania".
Ale teraz to się troszkę przeraziłam. No bo mocna anemia to nie jest powód do radości. Boję się, żeby nie miało to złego wpływu na ciążę.
Z drugiej strony nasuwa się pytanie: co ja mam jeszcze jeść, żeby wyjść z tej anemii?
Wydawało mi się, że od czasu jak jem zdrowiej to moje wyniki powinny się polepszyć a tu jeszcze pogorszenie. Patrzałam na listę tego co trzeba jeść przy braku żelaza i większość tych rzeczy, no oprócz ryb- to jem codziennie. Bo jakieś jajka na śniadanie, mięso na obiad, poza tym teraz codziennie piję te soki i dodaję jednego buraka. Niby zdrowo się odżywiam. To skąd te wyniki?
I jeszcze ta glukoza. Przecież w porównaniu do czasu sprzed kilku lat to ja teraz jem słodycze bardzo sporadycznie. Kiedyś zjadałam całe ptasie mleczko czy czekoladę na raz. I to kilka razy w tygodniu tak potrafiłam. Teraz jak raz na tydzień zjem coś słodkiego to jest dobrze.
No nie wiem. Lekarz zapisał mi dodatkowo żelazo. Położna kazała zdrowo jeść. To ja już nie wiem co to znaczy zdrowo?
piątek, 5 lutego 2016
czwartek, 4 lutego 2016
Dziewictwo pączkowe
Hej!
Pewnie większość z Was zajadała się dziś pączkami. A u mnie nie było za łatwo. M mimo, że miał przyjechać w tym tygodniu -raczej nie przyjedzie. Może na weekend, ale słabo to widzę, bo jak mówi może- to ja wiem, że to znaczy-słabo.
No i musiałam sama upiec sobie pączki. Pogoda nie sprzyjała wychodzeniu z domu- choć i tak swoje obowiązki codzienne musiałam zrobić. No i potem po naoglądaniu się na facebooku i wszędzie tych pączusiów zabrałam się za swoje. Pomyślałam- wyjdą to O.K. , nie wyjdą też świat się nie zawali. Nigdy nie robiłam jeszcze pączków sama.
U jednej z Was znalazłam link do przepisu i spróbowałam.
Wyszły pyszne i mogę się pochwalić, że już mój mąż nie będzie miał monopolu na pączki. Do tej pory musiałam go prosić, żeby zrobił. Teraz już umiem i zachwycona sukcesem - zamierzam wypróbować jeszcze jakieś inne przepisy na pączki i faworki z tej strony. Polecam!
Jakby ktoś nie umiał tak jak ja- TU jest link. Także pieczcie i niech Wam idzie w cycki!
Ja nie zjadłam dużo, bo 2,5 ze względu na późną porę ich pieczenia. Ale jutro do kawki będzie jak znalazł!
A jak u Was>? Może podrzucicie mi jakieś sprawdzone przepisy-tudzież linki!
Buziaki
Pewnie większość z Was zajadała się dziś pączkami. A u mnie nie było za łatwo. M mimo, że miał przyjechać w tym tygodniu -raczej nie przyjedzie. Może na weekend, ale słabo to widzę, bo jak mówi może- to ja wiem, że to znaczy-słabo.
No i musiałam sama upiec sobie pączki. Pogoda nie sprzyjała wychodzeniu z domu- choć i tak swoje obowiązki codzienne musiałam zrobić. No i potem po naoglądaniu się na facebooku i wszędzie tych pączusiów zabrałam się za swoje. Pomyślałam- wyjdą to O.K. , nie wyjdą też świat się nie zawali. Nigdy nie robiłam jeszcze pączków sama.
U jednej z Was znalazłam link do przepisu i spróbowałam.
Wyszły pyszne i mogę się pochwalić, że już mój mąż nie będzie miał monopolu na pączki. Do tej pory musiałam go prosić, żeby zrobił. Teraz już umiem i zachwycona sukcesem - zamierzam wypróbować jeszcze jakieś inne przepisy na pączki i faworki z tej strony. Polecam!
Jakby ktoś nie umiał tak jak ja- TU jest link. Także pieczcie i niech Wam idzie w cycki!
Ja nie zjadłam dużo, bo 2,5 ze względu na późną porę ich pieczenia. Ale jutro do kawki będzie jak znalazł!
A jak u Was>? Może podrzucicie mi jakieś sprawdzone przepisy-tudzież linki!
środa, 3 lutego 2016
Bez-----------senność
Hej!
Obudziłam się dziś o 4 rano i to nie jest śmieszne. Nie mogłam dalej zasnąć. Od jakiś dwóch tygodni męczy mnie już bezsenność w nocy. Potem w dzień jestem jak zombie i chce mi się spać. Wczoraj położyłam się na kanapę żeby odpocząć w południe i zasypiałam. Ale w porę się zorientowałam i wstałam. Bo jakbym się zdrzemnęła to już wieczorem by był pewnie wielki problem z zaśnięciem.
W pierwszej ciąży cierpiałam na bezsenność ale już chyba powyżej szóstego miesiąca, gdy brzuch był już sporych rozmiarów. I jestem przerażona. Czuję się zmęczona. Przez to jestem bardziej nerwowa, poirytowana. Odbija się to na Jasiu.
Mówię mu, że jak urodzi się dzidzia nie będę miała dla niego tyle czasu. I on zamiast mi pomagać chyba jak na złość robi mi i ciągle czegoś od mnie chce. Kiedyś jadł sam, a teraz chce żebym go karmiła. Jeśli go nie karmię ucieka i nie je wcale. Potem boli go brzuszek. Więc karmię, wiedząc, że nie powinnam. Nie wiem czy to jego reakcja na wiadomość o dziecku. Mam nadzieję.
Dziś rano na dodatek pojawiły się pierwsze mdłości. Ja zawsze rano piję wodę z połówką cytryny i potem muszę pół godziny nie jeść. I jak wypiłam tę cytrynę to zrobiło mi się niedobrze. Tak jakbym była głodna. Jednak jak chciałam coś zjeść poczułam, że nie mogę.
Kręgosłup też daje się we znaki. Jak coś robię ciężkiego. A teraz chodzę w las i niby nie ciężka praca ale jednak wieczorami to odczuwam.
Podsumowując -myślałam, że ta ciąża będzie taka sama jak z Jaśkiem, ale wygląda na to, że jest całkiem inaczej i chyba gorzej. Nie wiem jak doczołgam się do września.
Obudziłam się dziś o 4 rano i to nie jest śmieszne. Nie mogłam dalej zasnąć. Od jakiś dwóch tygodni męczy mnie już bezsenność w nocy. Potem w dzień jestem jak zombie i chce mi się spać. Wczoraj położyłam się na kanapę żeby odpocząć w południe i zasypiałam. Ale w porę się zorientowałam i wstałam. Bo jakbym się zdrzemnęła to już wieczorem by był pewnie wielki problem z zaśnięciem.
W pierwszej ciąży cierpiałam na bezsenność ale już chyba powyżej szóstego miesiąca, gdy brzuch był już sporych rozmiarów. I jestem przerażona. Czuję się zmęczona. Przez to jestem bardziej nerwowa, poirytowana. Odbija się to na Jasiu.
Mówię mu, że jak urodzi się dzidzia nie będę miała dla niego tyle czasu. I on zamiast mi pomagać chyba jak na złość robi mi i ciągle czegoś od mnie chce. Kiedyś jadł sam, a teraz chce żebym go karmiła. Jeśli go nie karmię ucieka i nie je wcale. Potem boli go brzuszek. Więc karmię, wiedząc, że nie powinnam. Nie wiem czy to jego reakcja na wiadomość o dziecku. Mam nadzieję.
Dziś rano na dodatek pojawiły się pierwsze mdłości. Ja zawsze rano piję wodę z połówką cytryny i potem muszę pół godziny nie jeść. I jak wypiłam tę cytrynę to zrobiło mi się niedobrze. Tak jakbym była głodna. Jednak jak chciałam coś zjeść poczułam, że nie mogę.
Kręgosłup też daje się we znaki. Jak coś robię ciężkiego. A teraz chodzę w las i niby nie ciężka praca ale jednak wieczorami to odczuwam.
Podsumowując -myślałam, że ta ciąża będzie taka sama jak z Jaśkiem, ale wygląda na to, że jest całkiem inaczej i chyba gorzej. Nie wiem jak doczołgam się do września.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

