środa, 22 kwietnia 2015

Sama - umiesz liczyć-licz na siebie


Hej!
Nie było mnie tu ostatnio, bo mieliśmy niezłe zawirowania w domu.
Otóż M wyjechał dziś  za granicę do pracy. Konkretnie to do Niemiec do pracy na budowie.
Jest 22.45 a on dopiero o 24 będzie na miejscu. Czekam na telefon od niego czy dojechał szczęśliwie.
Szukałam już mu długo jakiejś pracy za granicą, ale nic nie mogłam znaleźć i postanowiłam uruchomić swoje stare kontakty z czasów szkoły średniej. Wtedy byłam w Niemczech na praktyce przez miesiąc. U cudownej rodziny. To dzięki nim M teraz wyjechał. Cieszę się bardzo. Z drugiej zaś strony cholernie ciężko było nam się rozstać. M miał łzy w oczach jak żegnał się z Jaśkiem.. Od listopada był w sumie w domu ciągle i teraz nagle wyjechał. Boję się o Jaśka czy to na niego negatywnie nie wpłynie. Mirek też będzie tęsknił za jego brojeniem, porannymi pobudkami. Co prawda nie spędzał z nim dużo czasu, bo ciężko jak się ma gospodarstwo. Jednak wydaje mi się, że sama obecność i poczucie bezpieczeństwa dużo dawały.  Nie wiem czy ja mu to jakoś wypełnię. Ja trzymałam się twardo. Nie chciałam, żeby M myślał, że będę się zamartwiać.Potem i tak się poryczałam.Ale muszę dać radę.
Jak nie ja to kto??????????
Będzie nam teraz ciężko, bo całe gospodarstwo na mojej głowie i Jaś.Nie mamy drugiego samochodu, więc będę musiała prosić znajomych żeby nas zabierali na zakupy czy w razie W do lekarza.
Staram się tak zaplanować prace, żeby mały ciągle był ze mną. Z moją pseudo "rodzinką" wolę go nie zostawiać, bo tylko go uczą złych zachowań i słów. Jeszcze nie tak dawno powiedział "ku....wa"!
My z M przy nim tak nie mówimy. Za to pewnie słyszy jak moja siostra przeklina i łapie w mig. Poza tym ona go rozjusza. Nie wiem czy mnie zrozumiecie co to znaczy, ale chodzi o to, że robi go nerwowym i pełnym złości. Najpierw mu na wszystko pozwala a za chwilę zabrania. I jeszcze go szarpie i się drze nad nim. Więc nie ale dzięki. W sumie to nawet myślę, że robi to specjalnie na złość mi. Sama nie umie wychować dobrze dziecka to jeszcze chce, żebym ja miała problemy wychowawcze z Jaśkiem. Ale już niedługo. Mam nadzieję, że do zimy będziemy już mieszkać sami. Tylko z mamą i Anią. Ona mimo, że jest chora psychicznie to lepiej obchodzi się z  Jaśkiem niż Benia "teoretycznie" zdrowa.Jednak nad jej zdrowiem psychicznym warto się długo zastanowić.
Mam nadzieję, że dzięki wyjazdowi M podniesiemy się z tego dołka w jakim teraz jesteśmy. Wiadomo-pierwszy miesiąc pewnie będzie musiał pracować na oddanie długu zaciągniętego właśnie na wyjazd.
Nie mieliśmy kasy żadnej odłożone, bo wiadomo M nie pracował od listopada i wszystko szło na życie i gospodarstwo. Wyjazd wyskoczył w poniedziałek. I skąd tu nagle teraz kasę. I tu jest kolejny pies pogrzebany. Bo ja myślałam tylko, że moja rodzinka jest poje............ Jednak zgodnie z M stwierdziliśmy, że jego nie jest nic lepsza. Jak chciał pożyczyć od nich pieniądze to nagle każdy udaje, że nie ma. Jedynie teściowa nie odmówiła i dała M jakieś 500 zł.
Byłam w szoku.
I jak widać w życiu jak umiecie liczyć -liczcie na siebie! Lub na obcych ludzi.
Okazuje się, że pieniądze pożyczył nam znajomy, z którym w sumie nie dawno się znamy,bo jakieś 3 lata. Pożyczył też M nawigację. Chciał pożyczyć nawet samochód M tak, żebym ja miała tu auto też. Jednak wyjazd wyskoczył za szybko, a on miał je pożyczone akurat synowi na tydzień.
W ogóle to dobry człowiek. Pomaga nam też w tej rozprawie i innych trudnych sprawach. Ma dużą firmę i gospodarstwo i inne możliwości niż my.
Spytałam go dlaczego nam pomaga? Powiedział, że dlatego, że widzi, że ciężko harujemy, a on ceni ludzi pracowitych. I nie poddajemy się, mimo takich ciosów od życia.
Prawie ryczałam po rozmowie z nim.
Dało mi to wiarę i siłę na dalszą walkę. Już prawie zwątpiłam w to, że jest na świecie krzta dobra ale okazuje się, że jest. I z tą nadzieją i ja czekam na nasze lepsze jutro. Dobrej nocy.

czwartek, 16 kwietnia 2015

Chyba dochodzę

Hej!
Ale nie nie moi drodzy. Nie będzie o takim "dochodzeniu" jak pewnie połowa z Was sobie pomyślała. Chyba dochodzę do siebie po tej całej rozprawie. Przemyślałam sobie wiele rzeczy i mam zamiar walczyć. Nie poddam się walkowerem i póki starczy mi sił będę się opierać. W końcu nie po to walczyłam kiedyś z ojcem, żeby teraz moje rodzeństwo rozwaliło i rozsprzedało gospodarstwo moich dziadków i ojca, który był łajzą ale z dalszej perspektywy też nie miał lekko a mimo to ciągnął to.
Wierzę w niezawisłość sądów i mam nadzieję, że prawda zawsze się obroni i wyjdzie na jaw.
I nawet jeśli ja nie będę miała łatwo to Jaś kiedyś to doceni. I może jemu pójdzie lepiej w życiu niż nam.
Nie piszę szczegółów, bo może jakaś menda mnie czyta. A nie chcę zdradzać moich zamiarów i planów. Jak akcja ruszy dalej postaram się pisać na bieżąco.
Dziś byłam u endokrynologa i odebrałam wyniki biopsji. Sama nic z nich nie zrozumiałam. Jednak konsultacja z lekarzem dużo dała. Okazuje się, że zmiana nie jest złośliwa. To najważniejsze. Jednak patomorfolog zapisał aby zmiana była wycięta. Ponieważ może się rozrastać a nawet zmienić charakter. Jednak mój endo tak od razu nie chce mnie posłać na stół operacyjny i da mi szanse. Spróbujemy zasuszyć tego guzka przy pomocy leków. Jeśli za pół roku zmiana nadal będzie rosła i nie zareaguje na lek wtedy wytniemy. Od jutra biorę hormony. Mam nadzieję, że nie przytyję. Endo twierdzi, że może pomóc mi to w przyspieszeniu metabolizmu. No nie wiem. Zobaczymy. Także z tą optymistyczną wiadomością Was żegnam. Dobrej nocki.

czwartek, 9 kwietnia 2015

29 stuknęło

Hej!
Długo mnie nie było, ale jakoś brak mi odwagi, żeby napisać tu o moich problemach. Muszę się sama najpierw uporać z myślami i poukładać sobie to wszystko jakoś a potem siądę i napiszę. Za ciekawie nie jest. Jednak są też plusy całej tej sytuacji związanej z moją rozprawą. Tymczasem ja wzięłam się za robotę w ogrodzie. Już mam grządki i teraz sieję warzywa.
A dziś mam 29-te urodziny!
I czekam na życzenia od moich fanów. Buziaki!