Hej!
Grudzień to taki czas, kiedy robi się podsumowania. A ja chciałabym podsumować go z wagą poniżej 100 kg. A tu dupa. Waga ani drgnie a jeśli już to w tę drugą stronę- w tę w jaką nie powinna. Wczoraj byłam na basenie i podczas pływania rozmyślam nad tym co robię nie tak.I twierdziłam za mało się ruszam. Więc muszę chyba pomyśleć o zmianie basenu. Ale zmianie na basen na którym jest też siłownia. A może będę jeździć na samą siłownię.A na basen ten sam. No nie wiem. Jeździłabym i tu i tu, najchętniej codziennie. Ale wiadomo kwestia pieniędzy. Paliwo kosztuje. Bo już tego karnetu to nie liczę. Pomyślimy.I wieczorem postaram się też ćwiczyć troszkę. Chociaż głupie brzuszki i rowerek na sam początek.
Jutro odbieram wyniki i mam nadzieję, że tym razem się coś wyjaśni z tą moją tarczycą. Owszem nie jestem lekarzem, ale jeśli będą odchylenia to już sama będę widziała. A wizytę u endokrynologa mam 8 stycznia. Więc niedługo.
A dziś postanowiłam sobie dodatkowo pisać kalorie.
Mój jadłospis na dziś to:
Śniadanie:
-serek taki twarogowy- 194 kcal
-bułka kajzerka-290 kcal
-2 łyżeczki miodu- 320kcal x2= 640 kcal
-kawa z mlekiem-13kcal
-banan-95kcal
II śniadanie:
-2 pomarańcze-90kcal
-kiwi-56kcal
Obiad:
-talerz zupy pomidorowej-130kcal
Podwieczorek:
-1,5szkl maślanki truskawkowej-80kcal
-herbata bez cukru-1kcal
Poza tym wypijam jeszcze z dwie herbaty i 1,5 l wody mineralnej.
I po podliczeniu tego wszystkiego wyszło mi 1589kcal. I ogólnie przeważnie codziennie tak jem. Czasem zjem większe śniadanie.I zdarzy mi się coś podjeść wieczorem, ale to są albo jabłka albo inny owoc. Lubię też suszone śliwki i figi.
Kalorie liczyłam na tej stronie.
Fajnie byłoby znaleźć jakieś przykładowe jadłospisy. Macie może coś do polecenia. I co sądzicie o moim przykładowym dniu? Czy to dużo tyle ile jem? Dajcie znać!
Pozdrawiam!
czwartek, 11 grudnia 2014
poniedziałek, 8 grudnia 2014
Mikołajkowe klimaty
Hej!
Na wszystkich blogach (no prawie wszystkich) klimaty mikołajkowe, wręcz świąteczne. W miastach też już czuć ten klimat. Tylko u mnie jakoś słabo z tym. Jeśli chodzi o wystrój. Ale mam zamiar to zmienić. Już chyba jutro się za to zabiorę. Jedyne co mnie trapi to fakt, że jakoś jak byłam młodsza bardziej cieszyły mnie Święta, mimo, że nie specjalnie spędzaliśmy je rodzinnie i w jakiś świątecznych humorach. Jednak nie ważne co się ma ważne co się czuje. I jedne co wiem na pewno, że wtedy czułam tego "ducha" Świąt. Teraz to dla mnie bardziej obowiązek, ale to też nie odpowiednie słowo, nie wiem-przymus. Gdzieś wyczytałam- a podobno mądrzy ludzie to pisali, że zależy jak się do tego podejdzie. Jeśli będzie się miało pozytywne podejście to też inaczej wszystko będzie wyglądać. I tak pewnie jest. Ja jak zwykle za dużo wszystkiego na siebie biorę. Dziś oglądałam jakiś program typu poradnik i tam padły takie fajne słowa, że osoba biorąca w nim udział za bardzo chce, za bardzo się spina, przez co nie umie się cieszyć z teraźniejszości. I ja zdałam sobie sprawę, że u mnie też tak chyba jest. Zatraciłam się w tym pędzie po lepiej i więcej i już mało co mnie cieszy. Ciągle się czymś przejmuję. Nie obiecuję, ale powiedziałam sobie, że troszkę wyluzuję. Skoro jedni wyluzowali już na maxa to dlaczego ja mam spinać. Potem i tak dostaję po dupie.
Ale znów się rozpisałam bez ładu składu.
Teraz o mikołajkowych prezentach. Oczywiście ja porobiłam wszystkim prezenty a mi nikt-standard! I właśnie o tym mówię. Jaś, siostrzenica i Mirek zostali obdarowani. Mi M. pojechał po prezent jak już się wydarłam na niego, że nic nie dostałam. I zgadnijcie co mi kupił?!
To mnie już rozwaliło na łopatki i nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać. A mówiłam mu mniej więcej co chcę. Ale po co słuchać o potrzebach drugiej osoby. Już wolałabym wino czy jakąś pierdołkę kolejną czy świeczkę. No nie wiem. Nie jesteśmy razem rok tylko już prawie 10 i jednak chyba powinien wiedzieć co lubię. Często w zimie palę świeczki, lubię wino. No ja już padam na pysk i nie wiem jak temu facetowi to tłumaczyć.
Jaś przynajmniej się ucieszył z czekoladek.
A tutaj Jaś rozpakowujący swoje prezenty od Mikołaja (czyt.mamy).
I w ogóle Jaś pierwszy raz tak na poważnie miał Mikołaja i wcześniej jak wieszaliśmy skarpetę to mu mówiłam że rano będą tam prezenty od Mikołaja. Nie spodziewałam się, że on skuma. A on następnego dnia rano już tylko jak się obudził to biegł do drzwi i wołał, że coś tam jest. Najbardziej to chyba się cieszył ze słodyczy. Nigdy aż tyle na raz nie dostał.Potem powiesił skarpetę i chyba myślał, że kolejnego dnia znów będą prezenty. No nie mogę czasem z tego jaki ten maluch już jest mądry!
Acha Jaś jeszcze dostał jakoś 2 tygodnie przed Mikołajkami taki domek
- kupiłam z myślą o Mikołajkach, jednak nie mogłam się oprzeć i dałam mu go szybciej. Mirek też mnie strofował mówiąc, że data nie ma znaczenia. Jakby kurde mnie cały rok obdarowywał a jak widać nawet w Mikołajki się nie umie zachować.
A dziś młody dostał klocki od mojej siostry Ani.
Na wszystkich blogach (no prawie wszystkich) klimaty mikołajkowe, wręcz świąteczne. W miastach też już czuć ten klimat. Tylko u mnie jakoś słabo z tym. Jeśli chodzi o wystrój. Ale mam zamiar to zmienić. Już chyba jutro się za to zabiorę. Jedyne co mnie trapi to fakt, że jakoś jak byłam młodsza bardziej cieszyły mnie Święta, mimo, że nie specjalnie spędzaliśmy je rodzinnie i w jakiś świątecznych humorach. Jednak nie ważne co się ma ważne co się czuje. I jedne co wiem na pewno, że wtedy czułam tego "ducha" Świąt. Teraz to dla mnie bardziej obowiązek, ale to też nie odpowiednie słowo, nie wiem-przymus. Gdzieś wyczytałam- a podobno mądrzy ludzie to pisali, że zależy jak się do tego podejdzie. Jeśli będzie się miało pozytywne podejście to też inaczej wszystko będzie wyglądać. I tak pewnie jest. Ja jak zwykle za dużo wszystkiego na siebie biorę. Dziś oglądałam jakiś program typu poradnik i tam padły takie fajne słowa, że osoba biorąca w nim udział za bardzo chce, za bardzo się spina, przez co nie umie się cieszyć z teraźniejszości. I ja zdałam sobie sprawę, że u mnie też tak chyba jest. Zatraciłam się w tym pędzie po lepiej i więcej i już mało co mnie cieszy. Ciągle się czymś przejmuję. Nie obiecuję, ale powiedziałam sobie, że troszkę wyluzuję. Skoro jedni wyluzowali już na maxa to dlaczego ja mam spinać. Potem i tak dostaję po dupie.
Ale znów się rozpisałam bez ładu składu.
Teraz o mikołajkowych prezentach. Oczywiście ja porobiłam wszystkim prezenty a mi nikt-standard! I właśnie o tym mówię. Jaś, siostrzenica i Mirek zostali obdarowani. Mi M. pojechał po prezent jak już się wydarłam na niego, że nic nie dostałam. I zgadnijcie co mi kupił?!
To mnie już rozwaliło na łopatki i nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać. A mówiłam mu mniej więcej co chcę. Ale po co słuchać o potrzebach drugiej osoby. Już wolałabym wino czy jakąś pierdołkę kolejną czy świeczkę. No nie wiem. Nie jesteśmy razem rok tylko już prawie 10 i jednak chyba powinien wiedzieć co lubię. Często w zimie palę świeczki, lubię wino. No ja już padam na pysk i nie wiem jak temu facetowi to tłumaczyć.
Jaś przynajmniej się ucieszył z czekoladek.
A tutaj Jaś rozpakowujący swoje prezenty od Mikołaja (czyt.mamy).
I w ogóle Jaś pierwszy raz tak na poważnie miał Mikołaja i wcześniej jak wieszaliśmy skarpetę to mu mówiłam że rano będą tam prezenty od Mikołaja. Nie spodziewałam się, że on skuma. A on następnego dnia rano już tylko jak się obudził to biegł do drzwi i wołał, że coś tam jest. Najbardziej to chyba się cieszył ze słodyczy. Nigdy aż tyle na raz nie dostał.Potem powiesił skarpetę i chyba myślał, że kolejnego dnia znów będą prezenty. No nie mogę czasem z tego jaki ten maluch już jest mądry!
Acha Jaś jeszcze dostał jakoś 2 tygodnie przed Mikołajkami taki domek
- kupiłam z myślą o Mikołajkach, jednak nie mogłam się oprzeć i dałam mu go szybciej. Mirek też mnie strofował mówiąc, że data nie ma znaczenia. Jakby kurde mnie cały rok obdarowywał a jak widać nawet w Mikołajki się nie umie zachować.
A dziś młody dostał klocki od mojej siostry Ani.
Także młody hojnie obdarowany!
M dostał ode mnie portfel w który włożyłam nasze zdjęcia-moje i Jaśka. Stary portfel mu się już rozlatuje i pieniądze wypadają. Poza tym wygląda strasznie. Też dostał go ode mnie kilka dobrych lat temu, więc nie ma się co dziwić.
Na tym portfelu są plamy od ceny- nie wiem po co ktoś dwa razy cenę naklejał i jedną jeszcze w środku, ale widocznie się ludziom nudzi. I teraz po zerwaniu cen został ten klej. Nie wiem czym go zmyć? Macie pomysł?
No i kupiłam mu też perfumy. Nie jakieś oryginalne, ale kocham ten zapach i choćbym miała kasy jak lodu to go będę kupować. Jest bardzo męski i uwielbiam jak M tak pachnie.
Sobie sama zrobiłam też prezenty. Ale to tak nie ze względu na Mikołajki.Jakiś miesiąc temu zmieniłam telefon, bo skończyła się tamta umowa. I kilka rzeczy kupiłam. Myślę, że śmiało wynagrodziło mi to lipny prezent od M. A oto te zakupy.
piątek, 5 grudnia 2014
Problemy ze snem
Wszyscy mówią, że okres po porodzie to czas kiedy rodzice chodzą zaspani cały dzień. Ja jakoś mimo kolek Jaśka wspominam ten okres bardzo dobrze. Chyba, że już zapomniałam. Muszę się cofnąć do bloga z tamtego czasu i sprawdzić.
Za to ostatnio chodzę jak w amoku. A to za sprawą mojego syna, który za nic nie chce się witać z Morfeuszem. W dzień, ok.14 gdy zbliża się pora drzemki Jaśka zaczyna się lament. Jaś spytany czy chce iść spać odpowiada z krzykiem NIE(jego ulubione słowo) i stara się zwiać dokądkolwiek byleby tylko stara matka go nie dorwała. Bo wtedy to spanie murowane. No ale to dopiero nic. Zaczyna się gdy Jaś już w łóżeczku, rozebrany, na samym body. Daję mleczko- nie chce, dosypuję łyżeczkę kakao-może się skusi? A gdzie tam. Może ukochany DIDUŚ pomoże? A gdzie tam. Ja już nieźle zirytowana w końcu odpuszczam i mam nadzieję, że smyk zaśnie, zwątpi, odpuści. Ale impreza trwa. Jaś po kolei wyrzuca wszystko z łóżeczka: smoczek, pieluszkę, kołderkę, kocyk, poduszkę, nawet prześcieradło ściągnie z materaca.Wtedy krzyczy :MAMA! I tak aż podejdę i włożę z powrotem. Potem znów wywala. Jak ja już nie reaguję i tylko siadam do komputera to zaczyna wystawiać nogi na górną szczebel łóżeczka. W obawie, że wypadnie-biegnę. No i tak czasem z dwie godziny. Wtedy ja zmęczona już psychicznie odpuszczam, ubieram i męczymy się z niewyspanym bąblem do 19. Wtedy pada jak ścięty z nóg. A są dni kiedy już po mękach jednak zasypia w południe ale za to wtedy wieczorami nie chce spać. I potrafi szaleć do 23, nawet 24. Poza tym w nocy się budzi ze 3 razy minimum i to zawsze gdy ja już prawie zasypiam. No i w konsekwencji następnego dnia jestem niewyspana i wściekła. Dziś nawet nie starałam się go kłaść w południe, ale za to jest bardzo marudny, markotny i też źle. Ma ktoś może radę na takie problemy ze snem? Wczoraj byłam na basenie i jak wróciłam moje chłopaki już spały. Co prawda mały się położył równo z ojcem, czyli o 22. I niech ktoś mi powie, że to nie jest syn tego ojca? Nawet tak samo śpią. M. ma sposób na Jaśka. Kładzie się z nim i gasi wszystkie światła. Mały się wtula w niego, bo boi się ciemności i zasypia. Jednak mi się nie uśmiecha codziennie chodzić spać o 20. Bo tylko wtedy gdy Jaś śpi ja mam czas na jakieś moje sprawy, np. blogi, czy Youtuba.
Subskrybuj:
Posty (Atom)