Hej!
Jak wiecie przymierzamy się z Jasiem do pójścia do przedszkola. Już nawet mieliśmy jedną wizytę w przedszkolu i w marcu muszę złożyć papiery. Początkowo chciałam posłać Jaśka do przedszkola we wrześniu. Ale teraz gdy sytuacja się zmieniła i mam termin porodu na wrzesień nie chciałabym, żeby Jaś potraktował przyjście "nowego" dziecka na świat jako jakąś karę czy odtrącenie go. Wystarczy, że cierpi z powodu nieobecności Mirka. Więc poślę go chyba szybciej, jeśli będzie taka możliwość. A myślę, że będzie. Jaś cieszy się na przedszkole. Jak byliśmy tam to poszliśmy na chwilę do grupy 3-latków i najchętniej on by od razu tam został i się bawił z dziećmi.
Jedyną przeszkodą jaka stoi nam na drodze jest......KUPA!
Tak, tak! Ja wiem, że to nie za ciekawy temat do dyskusji na blogu, ale nie radzę sobie już z tym. Jaś robi siku już sam od czerwca zeszłego roku i początkowo kilka razy nawet udało mu się zrobić kupkę na sedes. A potem nie wiem dlaczego przestał- mimo moich próśb i obiecywania nagród. Nie wiem dlaczego przestał to robić. Zawsze klaskałam gdy mu się udało i chwaliłam. No nie wiem może za bardzo go chwaliłam?! Jeśli w ogóle coś takiego jest możliwe?
Jaś robi świadomie kupkę. W tym momencie chowa się pod stół lub gdziekolwiek, ale przeważnie pod stół i wtedy robi swoje w majtki.
Wiadomo, że w przedszkolu to nie przejdzie. Panie nie będą mu zmieniały ubrań i czyściły za każdym razem. I boję się, że z tego powodu mogą go po prostu nie przyjąć.
Także ratujcie! Dajcie jakieś rady? Czy ja może za bardzo się spinam? Może to przyjdzie samo? Jednak boję się, że nie przyjdzie samo, skoro do tej pory tak się nie stało?!
Czekam na wasze rady!
niedziela, 31 stycznia 2016
piątek, 29 stycznia 2016
Serduszko
Hej!
Dziś na wizycie już dało się usłyszeć serduszko naszego maleństwa. Popłakałam się. Mimo, że niby to nie pierwsze dziecko itp. Lekarz przyjrzał się na mnie jak na jakąś niezrównoważoną.
Ale jakoś nie spodziewałam się sama takiej swojej reakcji.
Niby zawsze mówiłam, że nie chcę drugiego dziecka, bo sama mam nie za ciekawe doświadczenia z rodzinką. Ale przecież nie sprzedałam wózka, nie sprzedałam fotelików i tych innych gadżetów, ubranek. Prałam wszystko i odkładałam do kartoników i pudeł i uzbierało się tego dość tyle. Swoją drogą sama się dziwię- Jaś ma dopiero 3 lata a w tym pokoju na strychu już połowy miejsca nie ma- tyle tych rzeczy i zabawek.
M się ze mnie śmieje, bo zareagowałam na ciążę płaczem. Ale potem mi powiedział i uświadomił, że po coś te rzeczy chowałam. Chyba nie po to jak moja mama, która chomikowała wszystko bo się jeszcze przyda.
No i ma rację.Gdzieś głęboko tęskniłam za tym czasem oczekiwania na maleństwo. Tym dreszczykiem kiedy miałam dowiedzieć się płci. Podświadomie też oczekuję dziewczynki. I nie umiem tego sama wytłumaczyć.
W ogóle to zaskakują mnie położne. Ja nie wiem czy to takie tępe czy już taka rutyna. Przed wejściem do lekarza położna wypisywała ta coś w mojej karcie i tak niby przypadkiem zaczęła rozmawiać z inną położną o tym, że jakaś córka ich znajomej ze szpitala poroniła i że ostatnio same poronienia. I każda do czyszczenia. Masakra. Ze mną siedziała jeszcze jedna dziewczyna w podobnej ciąży jak moja- też termin na wrzesień i zobaczyłam jak się wystraszyła. Masakra. Jednak troszkę taktu te panie mogłyby mieć.
Dziś na wizycie już dało się usłyszeć serduszko naszego maleństwa. Popłakałam się. Mimo, że niby to nie pierwsze dziecko itp. Lekarz przyjrzał się na mnie jak na jakąś niezrównoważoną.
Ale jakoś nie spodziewałam się sama takiej swojej reakcji.
Niby zawsze mówiłam, że nie chcę drugiego dziecka, bo sama mam nie za ciekawe doświadczenia z rodzinką. Ale przecież nie sprzedałam wózka, nie sprzedałam fotelików i tych innych gadżetów, ubranek. Prałam wszystko i odkładałam do kartoników i pudeł i uzbierało się tego dość tyle. Swoją drogą sama się dziwię- Jaś ma dopiero 3 lata a w tym pokoju na strychu już połowy miejsca nie ma- tyle tych rzeczy i zabawek.
M się ze mnie śmieje, bo zareagowałam na ciążę płaczem. Ale potem mi powiedział i uświadomił, że po coś te rzeczy chowałam. Chyba nie po to jak moja mama, która chomikowała wszystko bo się jeszcze przyda.
No i ma rację.Gdzieś głęboko tęskniłam za tym czasem oczekiwania na maleństwo. Tym dreszczykiem kiedy miałam dowiedzieć się płci. Podświadomie też oczekuję dziewczynki. I nie umiem tego sama wytłumaczyć.
W ogóle to zaskakują mnie położne. Ja nie wiem czy to takie tępe czy już taka rutyna. Przed wejściem do lekarza położna wypisywała ta coś w mojej karcie i tak niby przypadkiem zaczęła rozmawiać z inną położną o tym, że jakaś córka ich znajomej ze szpitala poroniła i że ostatnio same poronienia. I każda do czyszczenia. Masakra. Ze mną siedziała jeszcze jedna dziewczyna w podobnej ciąży jak moja- też termin na wrzesień i zobaczyłam jak się wystraszyła. Masakra. Jednak troszkę taktu te panie mogłyby mieć.
czwartek, 21 stycznia 2016
Soki, soczki
Hej!
Od niedawna czaiłam się na zakup jakiejś sokowirówki. I już w zeszłym tygodniu nawet chciałam zamówić na allegro. Ale jakoś nie zamówiłam. I dziś poszłam do netto. Zobaczyłam, że mają sokowirówki. Stwierdziłam, że pewnie już nie będzie. Ale była jeszcze jedna. Karton cały poobrywany. Ktoś chciał koniecznie zajrzeć do środka, mimo, że był zaklejone taśmą.
I stwierdziłam, że skoro i tak zamierzałam kupić to dlaczego nie wziąć? Na allegro też nie szukałam nic drogiego. Do 150 zł. Ta kosztowała 139 zł. Od razu po przyjeździe do domu wypróbowałam i działa super. Zobaczymy jak długo podziała. Ale za te pieniądze nawet jak się zepsuje to nie będzie mi szkoda. A nie chcę wydawać nie wiadomo ile kasy,bo mam już niemiłe wspomnienia z blenderem za ponad 300 zł. Także zobaczymy. Kupiłam już owoce i warzywa: jabłka, pomarańcze, buraki, marchew, seler naciowy. Nie są drogie a ile można mieć witamin. A latem będą własne owoce i warzywa. Także od dziś szklanka porcja soku na śniadanie. Mycie też nie jest jakieś skomplikowane. Trzeba rozjąć całość ale nawet te za 1500 zł same się nie myją.
Jest dość duża więc stoi na szafce i będziemy działać. Bo jakbym ją gdzieś włożyła to pewnie bym po jakimś czasie nie używała.
Od niedawna czaiłam się na zakup jakiejś sokowirówki. I już w zeszłym tygodniu nawet chciałam zamówić na allegro. Ale jakoś nie zamówiłam. I dziś poszłam do netto. Zobaczyłam, że mają sokowirówki. Stwierdziłam, że pewnie już nie będzie. Ale była jeszcze jedna. Karton cały poobrywany. Ktoś chciał koniecznie zajrzeć do środka, mimo, że był zaklejone taśmą.
I stwierdziłam, że skoro i tak zamierzałam kupić to dlaczego nie wziąć? Na allegro też nie szukałam nic drogiego. Do 150 zł. Ta kosztowała 139 zł. Od razu po przyjeździe do domu wypróbowałam i działa super. Zobaczymy jak długo podziała. Ale za te pieniądze nawet jak się zepsuje to nie będzie mi szkoda. A nie chcę wydawać nie wiadomo ile kasy,bo mam już niemiłe wspomnienia z blenderem za ponad 300 zł. Także zobaczymy. Kupiłam już owoce i warzywa: jabłka, pomarańcze, buraki, marchew, seler naciowy. Nie są drogie a ile można mieć witamin. A latem będą własne owoce i warzywa. Także od dziś szklanka porcja soku na śniadanie. Mycie też nie jest jakieś skomplikowane. Trzeba rozjąć całość ale nawet te za 1500 zł same się nie myją.
Jest dość duża więc stoi na szafce i będziemy działać. Bo jakbym ją gdzieś włożyła to pewnie bym po jakimś czasie nie używała.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

