Dziś za oknem pada. Mój humor jest adekwatny do pogody za oknem. Jednak już łez mi brakuje.
Nawet nie wiem jak to napisać. Jak zacząć?
Kolejny raz mój mąż pokazał mi gdzie jest moje miejsce w szeregu. Było to jakieś półtora miesiąca temu, podczas jego wizyty. Wybieraliśmy się na chrzciny do jego bratanka. I jakiś czort, tknęło mnie, aby przeszukać jego telefon i sprawdzić czy dalej robi co mu się podoba.
Podczas każdej jego wizyty się kłócimy. Podczas tej również. Otóż była moja siostra u nas. Pomagała nam wozić drzewo do piwnicy. Wieczorem ja ją zawiozłam do domu z siostrzenicą. A że nie było u nas wody, w tym czasie a kolejnego dnia mieliśmy wspomniane chrzciny właśnie wykąpałam dzieci w wodzie mineralnej, ułożyłam do snu. Zasnęły i dopiero pojechałam z siostrą. On miał tylko zostać z dziećmi i ich przypilnować. Jasia wysadzić do łazienki a Franka ułożyć z powrotem jakby się obudził. Ja chciałam się wykąpać u siostry. Długo mi to nie zajęło, bo nie było mnie raptem godzinkę, licząc drogę w jedną i drugą i kąpiel. Nawet herbaty u siostry nie wypiłam. Wracam a tu Franek ryczy jakby go ktoś pobił co najmniej a M jeszcze do mnie z pretensjami, że dłużej być nie mogłam. Okazało się, że zostawił dzieci i poszedł sobie na dwór pić piwko. Nie przyznał się, ale wiem, że Franek nie płacze aż tak, nawet jak się przebudzi to ja go podnoszę, potem odkładam i śpi dalej. On go zostawił i Franek tak długo płakał aż on wrócił. Normalne że się wystraszył, że nikt nie przychodzi.Kiedy ja jestem zawsze do niego przychodzę.
M szedł w zaparte. A czuć było od niego alkohol i to nie było jedno piwo. O tym, że nie była to mała ilość alkoholu świadczy też fakt, że położył się w ubraniu na rogu łóżka i tak spał do rana. Byłam taka wściekła na jego zachowanie i odzywki do mnie, że sprawdziłam ten telefon. I nie myliłam się. Na messengerze znalazłam jego wiadomości z jakąś lafiryndą, którą znał z czasów szkoły i twierdził tam nawet, że była jego pierwszą miłością.
Swoją drogą fajnie się dowiedzieć czegoś takiego po tylu latach razem.
Jednak to nie było najgorsze. Najgorsze było, że umawiał się z nią na sex. Prosto z mostu, bez jakiegoś owijania w bawełnę. Nie chciał żadnego spotkania, rozmowy, tylko sexu.
A wiecie co jest jeszcze lepsze- że ta lafirynda jest straszna jak spadające kombinerki. I pierwsze co sobie pomyślałam, że dla takiego czegoś? Ja może i też do żadnych piękności nie należę, ale ona? Bez kija nie podchodź. Jeszcze lepsze, że ma męża i dzieci i z ich rozmowy wynikało, że jej mąż ją też zdradził. To ironia losu????!!!
Nie budziłam go w nocy, bo i tak jak był pijany nic by sobie z moich słów nie zrobił. Poszłam spać z pękniętym sercem- po raz kolejny.
Ale to nie koniec atrakcji.Rano o 6 zrobił mi pobudkę z awanturą, że go nie obudziłam na busa. Miał jechać o 4.30 do Niemiec już a ja miałam iść sama na te chrzciny. Ja mu powiedziałam że budziłam go żeby nastawił sobie budzik a to nie moja wina, że się schlał. No sorry Winnetou. Powiedziałam że znajdę mu połączenie z bla bla car. I przynajmniej sama nie pójdę na te chrzciny.
Widział, że przeczytałam te wiadomości z "tamtą", bo specjalnie zostawiłam telefon na stole i z tą wiadomością. Z wielką łaską zabrał swoją dupę. Rzeczy oczywiście musiałam mu wybrać bo sam nie umie, dzidzia mała. Chciał się ubrać jak na baby chyba. Pojechaliśmy szybciej do teściowej aby się wykąpał, zabraliśmy ją i jej faceta też na tą imprezę.
Spóźniliśmy się troszkę. Powiedziałam abyśmy weszli do Kościoła. On na to, że mam iść sama z dziećmi. Oj nie jeszcze tego brakowało. Zostawiłam mu Franka w wózku a Jaś poszedł ze mną. Jeszcze przed wejściem mieliśmy spięcie o brak jego pomocy przy dzieciach. Wypomniałam mu kolejny raz te wiadomości do tamtej to wiecie co powiedział: "Po co grzebię w jego telefonie?" Serio? Na tyle go tylko stać? Na imprezie zachowywaliśmy się zachowawczo, wiadomo. Ale od tego czasu już nic nie jest dobrze. Jeszcze serce boli mnie od tych sms-ów do jakiejś panny za kasę a teraz to.
I tak każdego dnia pytam się co one miały, mają? Czego ja nie mam? W czym byłam taka zła? W życiu staram się jak mogę, zapierniczam ile się da. Nawet teraz jestem sama z dwójką dzieci i wożę drzewo do piwnicy, bo wiem, że zima niedługo. Sama rąbię to drzewo z nawałnicy. Bo wiem, że jego to nie obchodzi czy ja będę miała ciepło czy zimno. A nawet samo zajmowanie się dwójką dzieci. Moja mama wyjechała do siostry już dwa tygodnie temu i muszę sobie radzić z tym aby zawozić Jasia, odbierać go, robić ogień w piecu, żeby było ciepło, jak mieliśmy rozwaloną pompę ja sama ogarnęłam majstra, wyciągałam ją traktorem. W domu staram się nie mieć syfu, sprzątam na bieżąco, prawie codziennie. Wiadomo Franek ma teraz funkcję odkurzacza i nie może być brudno. I co ja jeszcze zawiniłam pytam się? No co?
Cały dzień zajęło mi pisanie tego posta a jeszcze teraz na noc pogoda się schrzaniła i w necie czytałam że jakiś orkan nadciąga nad Polskę. Jeszcze tego brakowało. U mnie już wieje dość mocno, ale mam nadzieję, że będzie ok.
Do zobaczenia kochane. A teraz kilka zdjęć z chrzcin.
























