poniedziałek, 18 lipca 2016

3,2,1 remont start!

Hej! No i w końcu to co lubię najbardziej. Dzieje się. Znalazłam w końcu majstra do remontu. W sumie to po tym jak ten drugi odmówił zadzwoniłam jeszcze raz do tego pierwszego,brata mojej koleżanki i poprosiłam, żeby on mi może kogoś polecił. Po pół dnia zadzwonił, że ma kogoś, kto akurat teraz ma mniej roboty. No i przysłał go do mnie. Moje modlitwy zostały wysłuchane. A na prawdę bałam się,że będę z dwójką dzieci w jednym pokoju. Od czwartku działamy. Remont idzie im dość sprawnie. W środę już kuchnia dla mamy będzie gotowa. No i wtedy w końcu moje. U mnie trochę dłużej im to zejdzie,bo trzeba zerwać podłogę,zalac betonem,wyburzyć ściankę. Ale jestem taka szczęśliwa i podekscytowana. Jest też nerwowo. A to jak zwykle,. Moja mama ma ciągle coś do powiedzenia. Według niej nasz dom jest w dobrym stanie i nie trzeba nic remontować. Rozumiem,że jest starsza i chce mieć spokój. Była u swojej siostry dwa tygodnie a na remont wróciła. Mogła zostać dłużej przecież i przyjechać jak będzie gotowe. Ale nie. Nie odpuści sobie przyjemności dowalania mi i komentowania. Coby mi nie było w życiu za łatwo. Bo przecież ona nie miała raju. Niby,że ja mam?! Ale staram się nie słuchać albo po prostu nie dyskutuje z nią. Jak w końcu będę miała swoje dwa pokoje oddzielnie zamknę drzwi i tyle. Teraz skupiam się na szukaniu płytek, mebli itp. Wiadomo wszystkiego na raz nie kupię. Ale post o tym co mi się podoba i czego szukam skrobne jutro lub wieczorem,jak starczy mi sił. Teraz staram się też więcej odpoczywać w dzień. Młody naciska mi już na pachwiny i jak się nie oszczędzam to potem odczuwam to tu i ówdzie. Skurcze też mniej mi dokuczają jak odpoczywam. Nie chcę urodzić wcześniaka. W ogóle to mam do Was ważne pytanie: płytki czy gres? W tej naszej salono-kuchni? Gres wygląda pięknie, ale jak czytam opinie to źle się utrzymuje w czystości? A przy dwójce dzieci muszę mieć coś co się łatwo sprząta i nie zostają smugi? Macie jakieś doświadczenia?

poniedziałek, 11 lipca 2016

Zalewa nas

Hej! Ja nie wiem jak u Was,ale u nas od jakiś dwóch tygodni mamy ciągłe burze i ulewy. Szkody są nie małe. Mamy dom w dole i z wszystkich gór wokół woda leci na podwórko. Zalewa nam piwnice, oborę, stodołę.Dziś padał taki grad,że myślałam,że wybije nam okno w kuchni u mamy. Tam jest stare okno i normalnie przy takiej ulewie woda wlatuje do środka. A najlepsze,że ulewy są takie silne,że zalewa nam dom. Przy jakiś małych deszczach to nic się nie działo, ale przy takich ulewach woda przecieka przez dach i stare okna na strychu,wsiąka w sufit i ściany i tym sposobem nawet u mnie w pokoju z jednym rogu zauważyłam ostatnio jak kapalo. Mam nadzieję, że te ulewne burze miną i do jesieni, do kolejnych ulew musimy zrobić cały dach. Mamy eternit jeszcze i musi być zdejmowany tylko przez odpowiednie firmy. Ciekawe w jakim stanie będą krokwie. Oby nie były do wymiany. Koszt tego dachu to jakieś 20 tysięcy. Masakra. Ale skoro wrzucimy tyle kasy w remont dołu, to już lepiej,aby nie padało nam na głowy i nie zaciekły ściany. Tak właściwie to powinno być zrobione w odwrotnej kolejności, najpierw dach,potem remont. Ale nie jestem słoniem i nie będę chodzić w ciąży 12 miesiecy. W totka też nie wygrałam. W przyszłym tygodniu wchodzi ekipa remontowa. W końcu udało mi się dostać kogoś konkretnego. Ale koszty okazały się dużo wyższe, niż myślałam. Także załamka. No ale trudno. Chcę mieszkać jak człowiek to musimy z czegoś zrezygnować. Budowa odwlecze się znowu do wiosny. Kolejny raz. Z innych wieści to doigralam się. Dźwigalam drzewo i znowu złapała mnie rwa kulszowa. Także od soboty jestem uziemiona i chodzę jak kaczka. Dziś już troszkę lepiej ale wczoraj myślałam, że umrę. Najgorsze, że nie mogę żadnych tabletek brać. Powinnam już z siostrą szykować ich meble do przeprowadzki. Bo jak ekipa wejdzie to za tydzień trzeba będzie meble przenosić. Może mi do tego czasu przejdzie, a jak nie to trudno. Panowie je przeniosą. Tylko wiadomo. Moja siostra sama nic nie ogarnie, nie umyje. A nawet jak umyje to źle. A ja tak nie cierpię jak coś jest zrobione byle jak. No ale głową muru nie przebije. Rwa kulszowa skutecznie mi przypomniała, że jednak czas odpuścić.

środa, 6 lipca 2016

Supergirl

Hej! Długo mnie nie było. Dziś pada, a wręcz leje cały dzień i stąd mam chwilkę żeby napisać. W sumie to nie mam,bo mogłabym w tym czasie posprzątać łazienkę, poukładać wszystkie ubranka na strychu, poszukać kartonów z ubraniami dla Franka itp itd. Ale nie mam siły. Dziś czuję się bardzo bezsilna. Wkurzyłam się, bo kolejny majster,który miał robić mi remont odmówił mi. I to rychło w czas. Powinnam się cieszyć w ogóle że dał znać teraz. Czekałam na niego miesiąc no ale ileż można? W końcu napisalam, żeby się określił, to napisał,że nie da rady. To pytam się po cholerę zwodzil mnie przez miesiąc? Ten pierwszy podobnie zrobił. Odwlekal, odwlekal i po miesiącu napisał, że jednak nie da rady,bo trafiła mu się budowa domu. Ja tu dostaję już kurwicy. Jestem wściekła, bo powinnam teraz już układać ubranka dla Maleństwa a nie szukać ekipy remontowej. I ciekawe czy w ogóle kogoś znajdę. Ale zadzwoniłam do tego pierwszego majstra czy zna kogoś kto akurat nie ma roboty i powiedział, że postara się pomóc. Chociaż tyle. To brat mojej koleżanki z liceum, więc jeszcze pozostaje iskierka nadziei, że może uda się. Jak to mówią - nadzieja umiera ostatnia. A jeśli nie to będę musiała jakoś sobie poradzić. Tylko nie wiem gdzie wstawić łóżko dla Jasia żeby Franek mógł przejąć łóżeczko po bracie. Mam każdy kawałek pokoju już zagospodarowane i nie wyobrażam sobie gdzie mogłabym to postawić. Na M jestem mega wściekła, bo to jego wina,bo ciągle mi mówił, że będzie sam remontowal. W innym wypadku już w styczniu szukalabym ekipy i miała bym już po remoncie. Na dodatek z naszych wakacji też chyba nici. M nie wykazuje jakiegoś większego zainteresowania tym tematem. Ciągle mówi,że nie dostanie wolnego i tyle. Chciałam podpytać jak w tym temacie u jego szefowej i ona powiedziała mi,że ona myślała, że M.pojedzie dopiero jak Franio się urodzi.Także jeszcze lepiej. Ja już nie mam siły. Znikąd pomocy. Jestem już wykończona. Zazdroszczę tym dziewczynom,które mają wsparcie w rodzicach czy rodzinie.To jednak ważne jak ma się kogoś komu można się wyżalić. Mi nie pozostaje nic innego jak tylko zacisnąć zęby i iść dalej pod wiatr. Bo super dziewczyny nigdy nie płaczą. Tak teraz myślę, że sama sobie jestem winna. Nauczyłam się radzić sobie ze wszystkim sama. Często też rozwiązywalam problemy M.i teraz niestety on mysli, że sobie radzę. Nie pozostaje mi nic innego. Zaciskam zęby i idę dalej. Nie mam wyjścia.