Czuję się słaba. Jestem słaba i samotna. Nie radzę sobie z tym. Wkurwiam się na siebie. Wkurwiam się na Jaśka. Ostatnio on przeze mnie coraz bardziej obrywa. Jednak maska jest. Udaję twardą. Bo co?Nie powiem Mirkowi, żeby wracał. Sama wiem, że jakby wrócił to lepiej by nie było. A pewnie gorzej. Do dupy. I jeszcze ta piosenka-rozwaliła mnie. Sama się nią katuję, włączając raz po raz od nowa. Może jak się wyryczę to mi pomoże.
wtorek, 20 października 2015
Shane wirkes - house practise
Hej!
Czuję się słaba. Jestem słaba i samotna. Nie radzę sobie z tym. Wkurwiam się na siebie. Wkurwiam się na Jaśka. Ostatnio on przeze mnie coraz bardziej obrywa. Jednak maska jest. Udaję twardą. Bo co?Nie powiem Mirkowi, żeby wracał. Sama wiem, że jakby wrócił to lepiej by nie było. A pewnie gorzej. Do dupy. I jeszcze ta piosenka-rozwaliła mnie. Sama się nią katuję, włączając raz po raz od nowa. Może jak się wyryczę to mi pomoże.
Czuję się słaba. Jestem słaba i samotna. Nie radzę sobie z tym. Wkurwiam się na siebie. Wkurwiam się na Jaśka. Ostatnio on przeze mnie coraz bardziej obrywa. Jednak maska jest. Udaję twardą. Bo co?Nie powiem Mirkowi, żeby wracał. Sama wiem, że jakby wrócił to lepiej by nie było. A pewnie gorzej. Do dupy. I jeszcze ta piosenka-rozwaliła mnie. Sama się nią katuję, włączając raz po raz od nowa. Może jak się wyryczę to mi pomoże.
poniedziałek, 19 października 2015
Wittchen
Hej!
Po chrzcinach wróciłam zmęczona i cięższa o kilka kilogramów . No ile można jeść??? Moja dieta chyba za bardzo poszła ostatnio w odstawkę! W piątek wraca siostra Ania ze szpitala to odkurzę rower. Bo bardzo mi tego brakuje. Moja mama nie chce zostawać z Jaśkiem sama. Boi się, że jej by się coś mogło stać ze względu na wiek, a mały musiałby to oglądać. Ale to chyba tylko wymówka. Bo moja mama za bardzo mu na wszystko pozwalała i nadal pozwala. A on jej wtedy broi na potęgę. Sama już chyba nawet wolę go z nią nie zostawiać, bo zauważyłam jak wracam po chwili to on już ma rogi. Ostatnio w ogóle brakuje mu męskiego ramienia i autorytetu w postaci ojca.
Na Wszystkich Świętych Mirek też nie przyjedzie-także bomba! Tylko się pochlastać! Już mi się odechciewa nawet jechać do niego na Święta.
Ale nie o tym dziś. Dziś chciałam napisać, że ja również dopchałam się w sobotę 17 października do koszyka z torebkami Wittchen w Lidlu.
Walka była ostra. Przyjechałam z Jaśkiem o 7.50 i byłam pewna, że tłumu nie uświadczysz! A tu? Jakieś osób. Myślę sobie- no super! Już mam torebkę. I nawet nie chciało mi się wychodzić z samochodu. Ale potem pomyślałam sobie, że jednak może wyjdę i tylko pójdę i zobaczę chociaż jak te torebki wyglądają. Jak ludzie się pchali w wejściu to nie do opisania. Ja i tak byłam na końcu więc weszłam spokojnie. Spokojnie poszłam za tłumem. Ale zanim doszłam nie było nic! Ani jednej! Ludzie pobrali po 10 sztuk torebek! Jedna pani nawet przyciągnęła męża z koszykiem, który niczym tygrys bronił jej łupów. A ta sobie jakieś pół godziny wybierała. Wzięła kilka sztuk. Resztę odłożyła. Jedni się wymieniali modelami. No i w moje ręce trafiły dwa modele pogardzone przez innych. I zauważyłam dziwną tendencję. Jeśli ktoś odłożył torebkę to gdy leżała nikt jej nie brał. Tak jakby myślał, że jakaś gorsza, bo ją z powrotem odłożyli. Jednak jak ja wzięłam to za chwilę aż dwie panie się chciały wymieniać. Paranoja! No i z dwojga złego wybrałam ten model
Obczajałam na tę bordową, ten sam model. Jednak nie dało rady. Miałam jeszcze w ręku taką czarną jak ta na obrazku na podłodze po prawej stronie. Gruby pasek i niby ok. Jednak za krótki jak dla mnie. A w ręku nie zamierzam nosić. I tylko dlatego wzięłam tę co wzięłam. Jest duża. Jednak martwi mnie ten dość cienki pasek. Ale trudno -zobaczymy! Może zda egzamin. Jeśli tak to w przyszłym roku ustawiam się do bitwy po inne modele. Jest to moja pierwsza tak droga torebka. I pierwsza ze skóry. Wcześniej najdroższa jaką miałam kosztowała 100 zł. Także szał!
A Wy upolowaliście coś?
Ja z początku byłam sceptyczna. Dużo opinii się naczytałam. Jednak ile ludzi tyle opinii! Jedni mówią że te Lidlowskie są gorszej jakości. Jedni, że nawet w salonie może się zdarzyć szajs. Ale wtedy o ile droższy. Także nie wiem. Nie namawiam. Ja spróbowałam i sama ocenię.
Po chrzcinach wróciłam zmęczona i cięższa o kilka kilogramów . No ile można jeść??? Moja dieta chyba za bardzo poszła ostatnio w odstawkę! W piątek wraca siostra Ania ze szpitala to odkurzę rower. Bo bardzo mi tego brakuje. Moja mama nie chce zostawać z Jaśkiem sama. Boi się, że jej by się coś mogło stać ze względu na wiek, a mały musiałby to oglądać. Ale to chyba tylko wymówka. Bo moja mama za bardzo mu na wszystko pozwalała i nadal pozwala. A on jej wtedy broi na potęgę. Sama już chyba nawet wolę go z nią nie zostawiać, bo zauważyłam jak wracam po chwili to on już ma rogi. Ostatnio w ogóle brakuje mu męskiego ramienia i autorytetu w postaci ojca.
Na Wszystkich Świętych Mirek też nie przyjedzie-także bomba! Tylko się pochlastać! Już mi się odechciewa nawet jechać do niego na Święta.
Ale nie o tym dziś. Dziś chciałam napisać, że ja również dopchałam się w sobotę 17 października do koszyka z torebkami Wittchen w Lidlu.
Walka była ostra. Przyjechałam z Jaśkiem o 7.50 i byłam pewna, że tłumu nie uświadczysz! A tu? Jakieś osób. Myślę sobie- no super! Już mam torebkę. I nawet nie chciało mi się wychodzić z samochodu. Ale potem pomyślałam sobie, że jednak może wyjdę i tylko pójdę i zobaczę chociaż jak te torebki wyglądają. Jak ludzie się pchali w wejściu to nie do opisania. Ja i tak byłam na końcu więc weszłam spokojnie. Spokojnie poszłam za tłumem. Ale zanim doszłam nie było nic! Ani jednej! Ludzie pobrali po 10 sztuk torebek! Jedna pani nawet przyciągnęła męża z koszykiem, który niczym tygrys bronił jej łupów. A ta sobie jakieś pół godziny wybierała. Wzięła kilka sztuk. Resztę odłożyła. Jedni się wymieniali modelami. No i w moje ręce trafiły dwa modele pogardzone przez innych. I zauważyłam dziwną tendencję. Jeśli ktoś odłożył torebkę to gdy leżała nikt jej nie brał. Tak jakby myślał, że jakaś gorsza, bo ją z powrotem odłożyli. Jednak jak ja wzięłam to za chwilę aż dwie panie się chciały wymieniać. Paranoja! No i z dwojga złego wybrałam ten model
Obczajałam na tę bordową, ten sam model. Jednak nie dało rady. Miałam jeszcze w ręku taką czarną jak ta na obrazku na podłodze po prawej stronie. Gruby pasek i niby ok. Jednak za krótki jak dla mnie. A w ręku nie zamierzam nosić. I tylko dlatego wzięłam tę co wzięłam. Jest duża. Jednak martwi mnie ten dość cienki pasek. Ale trudno -zobaczymy! Może zda egzamin. Jeśli tak to w przyszłym roku ustawiam się do bitwy po inne modele. Jest to moja pierwsza tak droga torebka. I pierwsza ze skóry. Wcześniej najdroższa jaką miałam kosztowała 100 zł. Także szał!
A Wy upolowaliście coś?
Ja z początku byłam sceptyczna. Dużo opinii się naczytałam. Jednak ile ludzi tyle opinii! Jedni mówią że te Lidlowskie są gorszej jakości. Jedni, że nawet w salonie może się zdarzyć szajs. Ale wtedy o ile droższy. Także nie wiem. Nie namawiam. Ja spróbowałam i sama ocenię.
sobota, 17 października 2015
Ciągle sama
Hejka!
Nie było mnie znowu długo ale uwijałam się jak w ukropie, żeby dokończyć te prace ogrodowe, które zaplanowałam. Po drodze troszkę innych spraw i jak już codziennie wieczorem mówiłam sobie, żeby napisać coś na blogu zachciewało mi się spać.
No i na świeżo w emocjach czasami nie warto pisać o niektórych sprawach. W tym wypadku czas działa na korzyść.Bo jakbym napisała na "świeżo" o tym co mnie gryzie co drugie słowo by pewnie padało jakieś niecenzuralne słowo.
Otóż jutro idziemy na chrzciny. Idziemy z Jaśkiem. A miało być tak pięknie i miło. M miał przyjechać. Ja już odliczałam dni. Jaś to samo. A w środę dowiedziałam się, że M jednak nie przyjedzie. Nie dostał wolnego, bo jeden facet, który z nim pracuje musiał jechać teraz do Polski. I mimo, że M powiedział o tym wyjeździe już jak przyjechał ostatnim razem to tamten nic nie mówił. Wkurza mnie też, że tamten "dziadek" bo tak go z M nazywamy nie ma małych dzieci, żona dopiero od niego wyjechała, a była tam 2 tygodnie. Nie miał żadnego ważnego powodu dla jakiego mógłby jechać (no chyba, że nie powiedział). Szef ,M też się wkurzył całą tą sytuacją i powiedział, że jak "dziadek" wróci to sobie tydzień posiedzi bez pracy. Ale jakoś nie wierzę w to. Mają tyle pracy, że na pewno tego nie zrobi. M mógłby też pojechać na siłę. Powiedzieć, że jedzie i tyle. Jednak potem mogłoby się okazać, że nie ma do czego wracać.
Ja jestem wściekła. Ostatnio jest mi ciężko z Jaśkiem. On ma jakieś złe humory, dziwne zachowania. W sensie, że wpada w szał czasem z byle powodu, czasem jak mu czegoś nie pozwolę i wtedy bije, rzuca czym popadnie. Liczyłam na to, że jak przyjedzie M- chociaż na te dwa dni to mnie choć troszkę odciąży. A nie dość, że mnie nie odciąży to jeszcze sytuacja się pogorszyła. Bo ileż można tłumaczyć małemu chłopcu dlaczego tata nie przyjechał.
Wczoraj M do nas nawet nie zadzwonił wieczorem i przez myśl mi przemknęło, że może jednak nam zrobi niespodziankę i pojawi się rano w domu. Ale rano zadzwonił i powiedział tylko, że zasnął i nie zdążył zadzwonić. A już liczyłam na cud.
Nie wiem jak wyrobię. Trzymajcie kciuki, że nie załamię się nerwowo po jutrzejszym dniu. Buziole!
Nie było mnie znowu długo ale uwijałam się jak w ukropie, żeby dokończyć te prace ogrodowe, które zaplanowałam. Po drodze troszkę innych spraw i jak już codziennie wieczorem mówiłam sobie, żeby napisać coś na blogu zachciewało mi się spać.
No i na świeżo w emocjach czasami nie warto pisać o niektórych sprawach. W tym wypadku czas działa na korzyść.Bo jakbym napisała na "świeżo" o tym co mnie gryzie co drugie słowo by pewnie padało jakieś niecenzuralne słowo.
Otóż jutro idziemy na chrzciny. Idziemy z Jaśkiem. A miało być tak pięknie i miło. M miał przyjechać. Ja już odliczałam dni. Jaś to samo. A w środę dowiedziałam się, że M jednak nie przyjedzie. Nie dostał wolnego, bo jeden facet, który z nim pracuje musiał jechać teraz do Polski. I mimo, że M powiedział o tym wyjeździe już jak przyjechał ostatnim razem to tamten nic nie mówił. Wkurza mnie też, że tamten "dziadek" bo tak go z M nazywamy nie ma małych dzieci, żona dopiero od niego wyjechała, a była tam 2 tygodnie. Nie miał żadnego ważnego powodu dla jakiego mógłby jechać (no chyba, że nie powiedział). Szef ,M też się wkurzył całą tą sytuacją i powiedział, że jak "dziadek" wróci to sobie tydzień posiedzi bez pracy. Ale jakoś nie wierzę w to. Mają tyle pracy, że na pewno tego nie zrobi. M mógłby też pojechać na siłę. Powiedzieć, że jedzie i tyle. Jednak potem mogłoby się okazać, że nie ma do czego wracać.
Ja jestem wściekła. Ostatnio jest mi ciężko z Jaśkiem. On ma jakieś złe humory, dziwne zachowania. W sensie, że wpada w szał czasem z byle powodu, czasem jak mu czegoś nie pozwolę i wtedy bije, rzuca czym popadnie. Liczyłam na to, że jak przyjedzie M- chociaż na te dwa dni to mnie choć troszkę odciąży. A nie dość, że mnie nie odciąży to jeszcze sytuacja się pogorszyła. Bo ileż można tłumaczyć małemu chłopcu dlaczego tata nie przyjechał.
Wczoraj M do nas nawet nie zadzwonił wieczorem i przez myśl mi przemknęło, że może jednak nam zrobi niespodziankę i pojawi się rano w domu. Ale rano zadzwonił i powiedział tylko, że zasnął i nie zdążył zadzwonić. A już liczyłam na cud.
Nie wiem jak wyrobię. Trzymajcie kciuki, że nie załamię się nerwowo po jutrzejszym dniu. Buziole!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



