Hej!
Moje wyzwanie lipca już się zakończyło i przyznam się Wam bez bicia, że nie jeździłam codziennie na rowerze. Endomondo pokazuje mi, że 20 treningów, czyli 20 dni. Biorąc pod uwagę, że dopiero zaczynam i że pogoda najlepsza nie była to chyba i tak dobry wynik. Jednak nie poddałam się i jadę dalej. Może w sierpniu będzie lepiej. Zapał jest. Jednak często on staje się słomiany. Mam takie dni, kiedy nie chce mi się nic. Jednak już wiem, że na 300% czuję się lepiej, czuję się świetnie jeżdżąc. Endorfiny czy co? Gorzej z tym moim jedzeniem. W lipcu za dużo sobie pofolgowałam i znów zaczęłam podjadać wieczorami lody czy inne świństwa. Jednak waga ani drgnęła a nawet chyba lekko w górę. I powiedziałam basta!
W szafie czekają super spodnie. A dupa i uda za wielkie! Także trzymajcie kciuki za ten miesiąc.
Od kilku dni znów liczę kalorie i zjadam trochę więcej niż powinnam. Ale znowu po takim rozluźnieniu muszę stopniowo wracać do mniejszej kaloryczności.
Ale najważniejsze chyba, że mimo upadania wciąż umiem wstać?
niedziela, 9 sierpnia 2015
piątek, 7 sierpnia 2015
Bez taty to nie to samo
Hej!
W poprzedni weekend nasi znajomi zaprosili nas na wspólne spędzenie niedzieli.Kuzyn M. z żoną. Ich synek jest 3 miesiące młodszy od Jaśka. Pojechaliśmy do "Doliny Charlotty" . To jakieś 80 km od nas. Wyjechaliśmy o 11.30. Jaś zasnął od razu po wyjeździe. Tomek nie zasnął. Po przyjechaniu na miejsce poszliśmy do zoo a potem płynęliśmy łodzią-barką wokół wysepek z dzikimi zwierzętami.
Jaś był zadowolony i zainteresowany bardzo zwierzętami. Na żubra powiedział, że to słoń. Jak płynęliśmy łodzią przypomniał sobie o tacie. I ciągle dopytywał kiedy tata do nas przyjdzie? Musiałam się nie lada natrudzić, żeby mały zmienił obiekt swoich westchnień. Zagadałam go o rybach. Musiałam znów tłumaczyć, że tata w pracy jest i że jak tata przyjedzie to pojedziemy tam z tatą.Tomek przez to że nie spał w samochodzie marudził i musieliśmy jechać. Ale mimo wszystko było fajnie. Tylko szkoda, że taty z nami nie było. Mi też tak jakoś dziwnie. Bo zawsze jak gdzieś wyjeżdżaliśmy to razem. Jakieś takie dziwne uczucie samej spędzać niedziele.
W poprzedni weekend nasi znajomi zaprosili nas na wspólne spędzenie niedzieli.Kuzyn M. z żoną. Ich synek jest 3 miesiące młodszy od Jaśka. Pojechaliśmy do "Doliny Charlotty" . To jakieś 80 km od nas. Wyjechaliśmy o 11.30. Jaś zasnął od razu po wyjeździe. Tomek nie zasnął. Po przyjechaniu na miejsce poszliśmy do zoo a potem płynęliśmy łodzią-barką wokół wysepek z dzikimi zwierzętami.
Jaś był zadowolony i zainteresowany bardzo zwierzętami. Na żubra powiedział, że to słoń. Jak płynęliśmy łodzią przypomniał sobie o tacie. I ciągle dopytywał kiedy tata do nas przyjdzie? Musiałam się nie lada natrudzić, żeby mały zmienił obiekt swoich westchnień. Zagadałam go o rybach. Musiałam znów tłumaczyć, że tata w pracy jest i że jak tata przyjedzie to pojedziemy tam z tatą.Tomek przez to że nie spał w samochodzie marudził i musieliśmy jechać. Ale mimo wszystko było fajnie. Tylko szkoda, że taty z nami nie było. Mi też tak jakoś dziwnie. Bo zawsze jak gdzieś wyjeżdżaliśmy to razem. Jakieś takie dziwne uczucie samej spędzać niedziele.
środa, 29 lipca 2015
Odpampersowywanie
Hej!
Dziś chciałam popełnić post o całkiem innym temacie jakie u mnie ostatnio panują. Otóż o naszym pożegnaniu z pampersem.
Mieliśmy kilka podejść do tego tematu z Jaśkiem. Kupiłam nocnik
- taki zwykły i myślałam, że nic prostszego tylko posadzić dziecko i już załapie i będzie po jednym razie sam siusiał. A tu zonk! Jaś nie polubił się z nocnikiem. I mimo, że kilka dni go sadzałam i wręcz trzymałam żeby siedział nigdy nic nie zrobił. Poddałam się, bo gdy schodził z nocnika sikał na podłogę lub gdzie popadło. Stwierdziłam, że moment skończenia dwóch lat to może za szybko. Jednak po miesiącu miałam już dość! Zrobiło się ciepło i Jaś dużo pił, dużo sikał! Dziennie nawet 8 pampersów zużywał. I to ciągłe chodzenie z ogrodu do domu w celu przebrania. Byłam u znajomej. Ona chwaliła mi się jakimś nocnikiem za 80 zł niby lepszym, bo dla chłopców taki specjalny. Jednak ja już jeden motywujący z melodyjką mam i szkoda mi kasy było na kolejny. Na szczęście rozum przemówił i nie kupiłam.
Po jakimś czasie były w Biedronce takie nakładki na sedes i podstawki. Jakoś na dzień dziecka chyba to akurat było. Kosztowało mnie to 32 zł a podest zawsze można wykorzystać też do zlewu i mycia rąk. Wzięłam bez wahania.
I opłacało się. Jaś sam sobie to zaniósł do łazienki, posadziłam go, zrobił nawet troszkę siku. Ale najbardziej spodobało mu się spłukiwanie wody. Nie zawsze zdążył mi powiedzieć, że chce siusiu. Sikał w spodnie. Jednak byłam nie ugięta. Postanowiłam się nie poddawać, bo nie mam zamiaru do 3 lat mu kupować pampersów. I tak po tygodniu czy nawet dwóch sikania w gacie Jaś zakumał o co biega i teraz sam woła. Gorzej z tą grubszą sprawą. Ona nadal ląduje w gaciach! Jaś woła i owszem ale szkoda, że dopiero jak już zrobi. Nie wiem jak go odnauczyć. Jedna znajoma powiedziała mi, żeby go cały dzień zostawić z kupą w gaciach. Jednak nie mam serca. Wierzę, że jest jakiś sposób i na to! Macie jakieś pomysły? A jak to było u Was?
Buziaki!
Dziś chciałam popełnić post o całkiem innym temacie jakie u mnie ostatnio panują. Otóż o naszym pożegnaniu z pampersem.
Mieliśmy kilka podejść do tego tematu z Jaśkiem. Kupiłam nocnik
- taki zwykły i myślałam, że nic prostszego tylko posadzić dziecko i już załapie i będzie po jednym razie sam siusiał. A tu zonk! Jaś nie polubił się z nocnikiem. I mimo, że kilka dni go sadzałam i wręcz trzymałam żeby siedział nigdy nic nie zrobił. Poddałam się, bo gdy schodził z nocnika sikał na podłogę lub gdzie popadło. Stwierdziłam, że moment skończenia dwóch lat to może za szybko. Jednak po miesiącu miałam już dość! Zrobiło się ciepło i Jaś dużo pił, dużo sikał! Dziennie nawet 8 pampersów zużywał. I to ciągłe chodzenie z ogrodu do domu w celu przebrania. Byłam u znajomej. Ona chwaliła mi się jakimś nocnikiem za 80 zł niby lepszym, bo dla chłopców taki specjalny. Jednak ja już jeden motywujący z melodyjką mam i szkoda mi kasy było na kolejny. Na szczęście rozum przemówił i nie kupiłam.
Po jakimś czasie były w Biedronce takie nakładki na sedes i podstawki. Jakoś na dzień dziecka chyba to akurat było. Kosztowało mnie to 32 zł a podest zawsze można wykorzystać też do zlewu i mycia rąk. Wzięłam bez wahania.
I opłacało się. Jaś sam sobie to zaniósł do łazienki, posadziłam go, zrobił nawet troszkę siku. Ale najbardziej spodobało mu się spłukiwanie wody. Nie zawsze zdążył mi powiedzieć, że chce siusiu. Sikał w spodnie. Jednak byłam nie ugięta. Postanowiłam się nie poddawać, bo nie mam zamiaru do 3 lat mu kupować pampersów. I tak po tygodniu czy nawet dwóch sikania w gacie Jaś zakumał o co biega i teraz sam woła. Gorzej z tą grubszą sprawą. Ona nadal ląduje w gaciach! Jaś woła i owszem ale szkoda, że dopiero jak już zrobi. Nie wiem jak go odnauczyć. Jedna znajoma powiedziała mi, żeby go cały dzień zostawić z kupą w gaciach. Jednak nie mam serca. Wierzę, że jest jakiś sposób i na to! Macie jakieś pomysły? A jak to było u Was?
Buziaki!
Subskrybuj:
Posty (Atom)







